Kompletnie nie rozumiałem, o co takiego mu może chodzić. Przecież ja tylko bezwiednie drażniłem jego pośladek. Nie miałem w tym żadnego celu, on nie założył bielizny, a jakoś tak wyszło, że moja dłoń jakoś tak idealnie do niego pasowała. Sama z siebie tam trafiła po prostu, no. Tak już była stworzona, by idealnie leżeć na jego pośladku. Gdyby Bóg, los, czy jakaś inna wyższa siła chciała inaczej, byłoby inaczej proste.
- A jakoś tak nie dbam o to, wiesz? - rzuciłem lekko, uśmiechając się delikatnie do mojego partnera. - Jakoś tak sama się tam znalazła. A że masz taką mięciutką i gładką skórę, to bardzo to miłe jest.
- Miłe, a wiesz, jakie to drażniące? To tak jakbym ja tak sobie przesuwał dłonią po twoim kutasie – odpowiedział, co mnie wyjątkowo rozbawiło. Aż tak go to denerwowało i rozbudzało?
- Nie zgodzę się. Pośladki nie są tak uwrażliwione jak na przykład kutas. Dziwnie byłoby, gdyby twoje pośladki były tak wrażliwe jak taki kutas. Przecież to wtedy od samego siedzenia byłoby ci dobrze – odparłem rozbawiony. To akurat było naprawdę kiepskie porównanie. I mam nadzieję, że zaraz nie spróbuje drażnić mojego członka. Co jak co, ale to nie byłoby zabawne w moim stanie. Przecież bym się nie powstrzymał, i zaraz zrobił z nim to, co ja chcę, i jak chcę. A co by się stało z moimi ranami? Nie mam pojęcia, ale na pewno niejedna by się otworzyła, a tego muszę uniknąć, zwłaszcza, że jutro mamy randkę, jak to określił. Nie wiem, czy tak od razu bym nazwał ją randką, wyjdziemy zobaczyć fajerwerki, które to tak bardzo się mu podobały, i najpewniej wrócimy, za dużo nie chciałoby mi się długo na tym mrozie.
- Masz szczęście, że jesteś ranny, bo nie dałbym ci spokoju – powiedział, w końcu chwytając za mój nadgarstek i kładąc ją na swoim udzie, ale niestety nie na nagiej skórze, a na mojej koszuli. Może muszę sobie kupować mniejsze koszule...? Nie, to dla mnie nie ma sensu, będą zbyt się na mnie opinały, i będę zapewne tylko stracę guziki. Że też jest taki drobny, niewymiarowy... gdyby nie to, mógłbym dotykać jego skóry, nie materiału, który tak dobrze znałem.
- Gdybym nie był ranny, nawet nie chciałbym spokoju – powiedziałem, nie ukrywając rozdrażnienia w głosie. - Ale już chciałbym, aby to mi się porządnie zasklepiło. Bo kiedy porządnie mi się zasklepi, będę się mógł porządnie tobą zająć. Ale te kilka dni wytrzymam. Dla takich przyjemności warto czekać – dodałem, całując go delikatnie w czubek głowy. Grzecznie, uroczo, bo na razie mogłem być tylko grzeczny i uroczy. Jakoś to przetrwam. Jak nie będzie mnie tak drażnił, nęcił, jakoś sobie dam radę.
- No tak – wyszczerzył się lekko, jakby na samą myśl. - Nie mogę się doczekać jutra, wiesz? W końcu gdzieś wyjdziemy, spędzimy miło czas... nic nam tego nie zepsuje – zdecydował.
- Też mam taką nadzieję. Jedyne, co nam może go zepsuć, to kolejny dziki skok tego czorta wprost na mój brzuch, by mi flaki przez tę ranę wyszły, albo Draven – odpowiedziałem. Ten drugi był dla mnie największą zagadką. Nie wiem, czego się mogę po nim spodziewać, co jutro wymyśli... lepiej by było, gdyby go w tym mieście w ogóle nie było.
<Różyczko? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz