Rozbawiła mnie jego pewność siebie. W końcu, bądź co bądź, jeśli nie będę chciał iść boso po plaży, nawet on nie będzie w stanie mnie do tego zmusić. Na jego szczęście jestem otwarty na nowe doświadczenia. A kto wie, może faktycznie poczuję się nad morzem tak dobrze, że nie będę chciał stamtąd wracać?
Choć wieczność w miejscu, które jest jednocześnie piękne i śmiertelnie dla mnie niebezpieczne… brzmi jak kiepski pomysł. Z drugiej strony, jako wampir mam przerąbane właściwie wszędzie. Wystarczy jeden zły ruch, jedna chwila nieuwagi i po mnie. Nieważne, czy to słońce, czy ludzie, czy coś jeszcze gorszego.
- Oczywiście, bo przecież jesteś w stanie zmusić mnie do czegokolwiek - Droczyłem się z nim, unosząc brew. Robiłem to nie po to, by mu dopiec, ale dlatego, że ta gra była między nami czymś naturalnym. Czymś naszym. Od dawna bawiliśmy się w ten dziwny, trochę prowokacyjny sposób i obojgu nam sprawiało to przyjemność. A skoro oboje czuliśmy się z tym dobrze, to czy naprawdę miało znaczenie, co pomyśli reszta świata?
- Oczywiście, że mógłbym cię zmusić - Odpowiedział bez cienia zawahania.
W tej samej chwili jego dłoń wylądowała na moim pośladku, a on uśmiechnął się zadziornie, jakby właśnie udowodnił swoją rację. W jego spojrzeniu błyszczało rozbawienie, ale i coś więcej coś, co sprawiało, że powietrze między nami gęstniało.
- Wystarczy, że odpowiednio cię zachęcę - Mruknął cicho. - A pobiegniesz bez większego oporu. Uwierz mi, potrafię być bardzo przekonujący. - Był rozbawiony, pewny siebie, niemal bezczelny. I właśnie ta pewność sprawiała, że serce, choć martwe, zdawało się na moment przyspieszać. Bo prawda była taka, że obaj wiedzieliśmy, iż w tej grze nie chodziło o przymus. Chodziło o to, kto pierwszy ustąpi. I kto pierwszy straci kontrolę.
- No tak… odpowiednio zachęcony mógłbym zrobić znacznie więcej niż zwykle. W końcu jestem bardzo przekupny - Wystarczy, że dasz mi to, co lubię, a potem na pewno pięknie ci się odwdzięczę - Odparłem, odsłaniając w szerokim uśmiechu swoje ostre kły.
Wiedziałem, że działa to na niego... Zawsze działało.
Mój partner pochylił się i ucałował mnie w czoło, jakby chciał zrównoważyć bezczelność moich słów czymś czułym. Jednocześnie jego dłoń wciąż drażniła mój pośladek, powoli, z wyraźną premedytacją. Udawał przy tym niewiniątko, jakby zupełnie nie zdawał sobie sprawy z tego, że moje ciało reaguje na każdy jego dotyk...
A przecież oczywiście było to, że zdawał sobie z tego sprawę.
Drań robił to specjalnie. Bawił się mną, testował granice mojej cierpliwości, prowokował, a potem patrzył na mnie z tym swoim rozbrajającym uśmiechem, jakby nic złego się nie działo.
Ale ja też potrafiłem grać w tę grę.
Pozwoliłem mu na chwilę przewagi, na to jego pewne siebie przekonanie, że ma nade mną kontrolę. Niech się cieszy. Niech myśli, że wygrywa.
Jeszcze się zemszczę. I to surowo.
Może nie dziś. Może nie jutro. Ale przyjdzie moment, w którym to ja będę szeptał mu do ucha obietnice, od których zadrży mu oddech. A wtedy zobaczymy, kto tak naprawdę jest bardziej przekupny.
- Testujesz moją cierpliwość? - Zapytałem cicho, patrząc prosto w jego oczy< doskonale wiedząc że i on wie co mam na myśli.
<Elianie? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz