Uważałem na mojego rudowłosego partnera, leżąc bez ruchu tuż obok niego. Starałem się zachować spokój, oddychać równo i cicho, by niczym nie zakłócić ciszy, która mogła ukołysać go do snu. Każdy mój ruch był przemyślany, nie chciałem, by nawet najdrobniejszy szelest odebrał mu szansę na odpoczynek.
- A ty nad czym się tak zastanawiasz? - Zapytałem w końcu cicho, gdy po kilku minutach zauważyłem, że zamiast spać, wpatruje się w sufit. Na jego twarzy malowało się skupienie, jakby coś zaprzątało mu myśli. Hym… ciekawe, co takiego chodzi mu po głowie.
- Nie myślę o niczym konkretnym. Po prostu nie potrafię spać. Dopiero co się obudziłem, nie umiem tak od razu znowu zasnąć - Stwierdził z lekkim, niemal przepraszającym uśmiechem.
Oczywiście, że to rozumiałem. I oczywiście, że nie miałem zamiaru go do niczego zmuszać. A jednak wiedziałem, że odpoczynek jest mu potrzebny. Musi odetchnąć, nabrać sił, zebrać energię na spacer i wspólny wieczór poza gospodą. Chciałem dla niego tego spokoju, nawet jeśli sam miałem go pilnować.
- Rozumiem - Kiwnąłem głową i zamilkłem.
Postanowiłem dać mu przestrzeń. Może cisza zrobi to, czego nie potrafią słowa. Nie mówiłem nic, nie poruszałem się, po prostu czekałem cierpliwie, aż jego oddech stanie się głębszy i spokojniejszy.
Po pewnym czasie Elian rzeczywiście odpłynął do krainy snów, pozostawiając mnie w półmroku izby. Słuchałem jeszcze przez chwilę jego równych oddechów, upewniając się, że śpi naprawdę.
Dopiero wtedy pozwoliłem sobie zamknąć oczy.
Zostałem sam ze swoimi myślami. To była dobra chwila na psychiczny odpoczynek — na krótką medytację, na uporządkowanie chaosu, który od dawna kłębił się w mojej głowie. Musiałem zregenerować siły, oszczędzić umysł już i tak przemęczony nadmiarem emocji i niewypowiedzianych słów.
Oddychałem powoli, wsłuchując się w ciszę przerywaną jedynie jego spokojnym snem. I po raz pierwszy od dłuższego czasu poczułem, że choć na moment wszystko jest dokładnie tam, gdzie powinno być.
Tak spokojnie upłynął dzień, a potem noc. Mój partner spał niemal bez przerwy, budząc się tylko wtedy, gdy naprawdę musiał by napić się wody, zmienić pozycję, upewnić się, że wciąż jestem obok. A ja?
Ja byłem coraz bardziej zmęczony.
Nie snem, lecz leżeniem. Czekaniem. Ciszą. Brakiem uwagi.
Potrzebowałem więcej, niż dostawałem. Więcej rozmowy, więcej spojrzeń, więcej jego obecności skierowanej wyłącznie ku mnie. A jednak nie miałem prawa do pretensji. Elian był ranny. Każdy jego oddech kosztował go wysiłek, każda chwila czuwania odbierała siły potrzebne do gojenia ran. Nie mogłem niczego od niego oczekiwać.
Jeszcze trochę, powtarzałem sobie w myślach. Jeszcze trochę, a jego rany się zasklepią. Odzyska dawną energię. A wtedy… wtedy może być pewien, że nie dam mu żyć. Uśmiechnąłem się pod nosem na tę myśl. Oczywiście w najlepszym możliwym znaczeniu.
Coraz trudniej było mi usiedzieć w miejscu. Nie mogłem doczekać się wyjścia z pokoju. Festyn rozpoczynał się dopiero wieczorem, ale myśl o nim krążyła w mojej głowie od świtu. Światła na niebie, migoczące, rozlewające się kolorami nad dachami gospody, były czymś, co chciałem zobaczyć razem z nim. To wydarzenie było dla mnie naprawdę wyjątkowe.
- Która godzina? - Odezwałem się w końcu bardziej do siebie niż do Eliana, odwracając głowę w stronę zegara wiszącego nad drzwiami. - Jeszcze tylko kilka godzin - Mruknąłem, siadając na łóżku i przeczesując dłonią włosy.
- Już się niecierpliwisz? - Zapytał, a w jego głosie pobrzmiewało rozbawienie.
Spojrzałem na niego z udawaną powagą.
- Ja? Skądże. Jestem okazem cierpliwości - Odparłem, choć moje podrygujące kolano zdradzało mnie bezlitośnie. Byłem po prostu znudzony, chciałem trochę więcej, więcej uwagi i szaleństwa, bo ciągle leżenie zaczynało być nudzące.
<Elianie? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz