niedziela, 3 września 2023

Od Soreya CD Mikleo

 Nadal nie rozumiałem, czemu on mnie tak przeprasza, w końcu nic złego nie zrobił. Trochę pochodziłem zmęczony, co prawda, no ale stało się coś złego? Teraz szybciej zasnę. Bylebym tylko jutro nie zaspał do pracy. Jeszcze chyba nigdy nie zaspałem, nie licząc tych dni, w których byłem chory, no i mi się to już tak niezbyt podoba, gdyż zawsze musi być ten pierwszy raz. Oby tylko nie był on jutro... chyba troszkę za bardzo przesadzam, ale tak już mam, kiedy to jestem tak przeokropnie zmęczony, a troszkę już na tych nogach jestem. Na szczęście w końcu mogę pójść spać. 
- Ja tam się nie gniewam – przyznałem, cicho ziewając. – Dół cały wysprzątany, zwierzaki nakarmione i wyczesane, dzieci nakarmione, umyte i uśpione... chyba wszystko zrobiłem – wymieniłem wszystko, co zrobiłem, podczas kiedy mój Miki spał. Nie było tego jakoś specjalnie dużo, nadal uważałem, że mogłem postarać się bardziej dla niego, zwłaszcza z tym sprzątaniem, bo jakoś się nie zagłębiałem w szczegóły. Tylko pozamiatałem i umyłem podłogi oraz starłem kurze z półek, no i oczywiście pomyłem po kolacji, którą przygotowałem dla maleństw. Tak więc wychodzi na to, że nie zrobiłem nic takiego niezwykłego, tylko to, co pewnie zawsze robi Miki. 
- A zostawiłeś mi coś do roboty? – spytał, mocno zaskoczony i chyba... nie wiem, smutny? Jakoś tak mi brzmiał dziwnie. Właśnie jakoś tak smutno, tak troszkę jakby był zły, ale nie na mnie, a na siebie. Ale też za co miałby być na siebie zły? Był zmęczony i poszedł spać, a ja zająłem się domem. Ostatnio rzadko to robię, więc najwyższa pora, bym się trochę rodzinie przysłużył. 
- Zawsze jest coś do roboty – wymamrotałem, opatulając się cieplutką i mięciutką kołderką. W sumie, zanim się wsunąłem pod tę cieplutką kołderkę, no to mogłem jeszcze w kominku rozpalić, bo tak jednak troszkę chłodno było. Chociaż, jak tak sobie pomyślę, to może jednak dobrze, że tego nie zrobiłem? Mikiemu gorąco nie jest potrzebne, a i on pewnie strasznie zmęczony jest... tak, jednak dobrze, że tego nie zrobiłem. Ja przeżyję, a on będzie czuł się lepiej. – Okna trzeba pomyć, ale to wtedy, kiedy w końcu przestanie padać. I też firanki wyprać... ale to możesz zostawić mnie, ja je wypiorę, a ty wysuszysz – zaproponowałem, nie chcąc, by znów wszystko sam robił. Ja też tu jestem i też mu pomoc mogę, a nawet wręcz muszę. Jestem jego mężem, nie mogę go tak ze wszystkim sam zostawiać. 
- Jesteś kochany – usłyszałem. A te słowa akurat całkiem miłe były... tak to on mi może mówić zawsze. 
- Staram się dla mojej ukochanej Owieczki – przyznałem, na moment otwierając oczy. On jest taki piękny, i kochany, i jak ja mam się dla niego nie starać? No nie mogę. Gorzej tylko jest, kiedy się staram, a on i tak jest na mnie zły. Nie dość, że on jest na mnie zły, to jeszcze ja czuję się paskudnie... właśnie, a jak chodzi o paskudne rzeczy, to ja się paskudnie zachowałem. Od razu chciałem pójść spać, a przecież jeszcze tego nie mogę zrobić, najpierw się upewnić muszę, czy mój mąż ma wszystko, co jest mu potrzebne do czucia się dobrze. – Zanim pójdę spać, to chcesz czegoś? Zrobić co coś do picia, do jedzenia? Przynieść ci coś, kąpiel przygotować? – zapytałem, troszkę się rozbudzając. Jedyne, o czym w tej chwili marzyłem, to sen, owszem, ale są rzeczy ważniejsze niż mój sen, a mianowicie Mikleo. I dzieci. I zwierzaki. No ale dzieci i zwierzaki mają już wszystko, a mój mąż prawdopodobnie nie, więc się go dopytać muszę, nim spokojnie zasnę. 

<Owieczko? c:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz