Z uśmiechem na ustach pokręciłem przecząco głową, mój kochane i czasem zbyt opiekuńczy mąż jak zwykle, zamiast iść już spać i odpocząć, musiał martwić się o mnie, a przecież ja miałem wszystko, wygodne łóżko, na którym mogłem spać i co najważniejsze męża, do którego mogłem się przytulić.
- Nie kotku niczego już nie potrzebuję, chcę tylko przytulić się do ciebie zamknąć oczy i pójść spać i tobie radzę to samo, dlatego i ty powinieneś pójść już spać, żeby jutro nie zaspać do pracy - Wyszeptałem, zbliżając się do jego ust, łącząc je w delikatnym pocałunku, ponownie wtulając się w jego ciało, chcąc już spać z resztą nie tylko ja, bo i on wygląda na zmęczone i sennego, powinien od razu pójść spać, a nie jeszcze o mnie się martwić.
- Jeśli tak uważasz dobranoc - Szepnął, zamykając swoje oczy, odpływając do krainy snów.
Tę noc przespałem jak dziecko, nie budząc się ani razu, oczy otworzyłem późnym porankiem, gdy dzieci zaczęły głośno mnie wołać. Nie mając wyjścia, wstałem szybciutko z łóżka, ogarnąłem się w lustrze, po czym wychodząc z sypialni, poszedłem do pokoiku naszych dzieci.
- Już, już jestem tu - Odezwałem się, biorąc dzieci na swoje ręce, tuląc do siebie, zanosząc do salonu gdzie standardowo Posadziłem na dywanie, rozkładając im zabawki, którymi zaczęły się bawić, gdy ja przygotowałem im śniadanie.
Nasze maluchy dziś wyjątkowo chciały jeść same, dlatego wsadzając je na krzesełkach, podałem małe łyżeczki, obserwując uważnie, jak po swojemu jedzą, wszystko przy okazji brudząc. Jak miło, będę miał dodatkową pracę na głowie. Nie gniewając się na nasze skarby, bo i dlaczego? Pozwoliłem mi spokojnie zjeść, zabierając do salonu, gdzie posadziłem z powrotem na dywaniku wśród zabawek, wracając do kuchni, gdzie musiałem posprzątać cały ten bałagan.
Obserwując maluszki, bawiące się w salonie. Zauważyłem, jak powoli wstają z ziemi, próbując utrzymać się na swoich nóżkach, wzruszony ich zachowaniem Uśmiechnąłem się do nich delikatnie dając im spokojnie próbować robić ten pierwszy krok, nie wychodziło im to zbyt dobrze, ale przynajmniej próbowały. A to wywołało wzruszenie.
- Moje słoneczka - Uśmiechnąłem się do maluchów, poszedłem do nich do salonu, gdzie trochę wspólnie pouczyliśmy się chodzenia, trochę z moją pomocą trochę bez niej i chociaż wyglądało to całkiem zabawnie, maluszki nie poddawały się, cierpliwie próbując raz za razem.
- Wróciłem - Usłyszałem głos męża, co wywołało radość na buziach naszych maluszków, które wstały powoli na nóżki, robiąc krok za krokiem w stronę swojego tatusia.
- Dzień dobry kotku, jak tam w pracy?- Przywitałem się z mężem, zerkając na nasze maluchy.
- Dobrze, nie było bawet tak źle, Alisha dała mi jutro wolne z powodu jakiegoś wyjazdu, weźmie innego strażnika, nie chcąc, abym was zostawiał - Powiedział, po czym wszedł do salonu gdzie maluchy same do niego podeszły. - Oni chodzą? - Zapytał zaskoczony, gdy maluchy mimo potknięć cały czas dzielnie próbowały chodzić bez pomocy rodziców.
- Próbują i przyznam, idzie im to naprawdę dobrze - Przyznałem, nie mogąc, a nawet nie chcąc ukrywać dumy z powodu kilku kroków, które wywołały szybsze drżenie mojego serca.
<Pasterzyku? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz