Miki zdecydowanie za bardzo przesadzał, pewnie dlatego, że tak mało spał. Zaraz to się zmieni, zjem i już mogę robić wszystko, łącznie ze sprzątaniem i zajęciem się naszymi dziećmi. Co prawda, z wielką chęcią bym poszedł spać, bo byłem troszkę padnięty. Całą noc musiałem pilnować, by Miki czuł się dobrze, no i jeszcze troszkę musiałem się zajmować dziećmi, więc całą noc coś chodziłem od jednego pokoju, do drugiego. Nie mam jednak żadnych pretensji do Mikleo za to, że się bał. Na dzieci też nie byłem zły. Jak mógłbym być zły na moje słodziutkie maleństwa? No nie mógłbym.
- Jest dobra, ale na następny nie bierz mnie pod uwagę, jak będziesz robił obiad – poprosiłem, zajadając się zupą. Nie mówiłem tego w złej wierze, ja po prostu nie chciałem, by marnował niepotrzebnie na mnie składniki, które mógłby wykorzystać później, na jakiś inny obiad.
- Nie smakuje ci? – spytał, mocno zaskoczony i ewidentnie smutny. No nie, nie chciałem mu sprawić przykrości, nie to moją intencją było, ja tylko chcę troszkę przyoszczędzić, to wszystko.
- Smakuje mi, oczywiście, że mi smakuje, nie o to mi chodzi. Po prostu ja jeść nie muszę, a skoro ja jeść nie muszę, no to nie ma po co dla mnie robić i w ten sposób troszkę przyoszczędzimy – wyjaśniłem na jednym wdechu, wracając do jedzenia, którego niewiele mi zostało. – Dziękuję, Owieczko. Zostaw naczynia, ja już tu posprzątam. Na chwilę możesz zerknąć na dzieci, i jak już tu ogarnę wszystko, no to je przejmę, a ty możesz pójść na górę się zdrzemnąć – wyjaśniłem, uśmiechając się do niego lekko. Musiałem działać, pomimo zmęczenia, które coraz to bardziej potęgowało. To pewnie dlatego, że siedzę. Jak się zacznę troszkę ruszać, no to mi to minie. Musi. Innego wariantu tutaj nie przyjmę.
- Czekaj, czekaj, a co z tobą? Czemu ty nie pójdziesz spać? – spytał, oczywiście najpierw myśląc o mnie, a nie o sobie. No tak, w końcu czego innego mogłem się spodziewać... mój mały uparciuszek. Czasem to jest urocze, ale w tym momencie jest to problematyczne.
- Bo ja nie przysypiam przy stole – odpowiedziałem, patrząc na niego znacząco.
Przy posiłku nie komentowałem tego, że co chwila wzdrygał się, rozglądając się dookoła nieprzytomnym wzrokiem. No moja Owieczka była zmęczona, tego nie ukryje przede mną. Jak teraz na niego patrzę, to jest zdecydowanie bardziej zmęczony ode mnie, co też dziwne nie było. Tutaj w domu strasznie dużo do roboty jest, i on to wszystko musiał robić. Biedna Owieczka moja... ale teraz go zastąpię i w końcu będzie mógł odpocząć. A ja odpocznę dopiero wieczorem, w łóżku. Jak miło będzie się tak położyć do łóżeczka, otulić kołderką i w końcu zasnąć... za bardzo się rozmarzyłem, powinienem się skupić na Mikleo i sprzątaniu, to jest mój aktualny cel.
- Wcale nie przysypiałem – próbował się obronić, no ale ja tak czy siak wiedziałem swoje. Jestem głupi, i to strasznie głupi, no ale do miana ślepego jeszcze troszkę mi brakuje.
- Oczywiście, skoro ty nie jesteś zmęczony, to ja jestem najlepszym mężem na świecie. Dam sobie radę ze wszystkim, o mnie się nie martw, tylko po prostu idź wypocząć – poprosiłem, zabierając od niego talerz. Musiałem w końcu zabrać się za zmywanie, bo chyba bym zaraz zasnął na krześle, jakbym jeszcze chwilkę na nim posiedział.
<Owieczko? c:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz