Słysząc pytanie mojego męża, otworzyłem oczy, kręcąc głową, nie może być tak, że Sorey będzie zaniedbywał prace tylko dlatego, że ja jestem zmęczony, nie, nie ma nawet mowy o tym. Sorey musi iść do pracy, a ja muszę zająć się dziećmi bez względu na to, czy mi się to podoba, czy też nie.
- Nie Sorey, nie rób tego, dopiero co Alisha dała ci świetnie płatną pracę, nie możesz już drugiego dnia zawalić - Wyznałem, nie chcąc, aby miał kłopoty i to z mojej winy, ja sobie poradzę, radziłem sobie, gdy Sorey był chory to i poradzę sobie teraz.
- To nie jest dobry pomysł, przecież jesteś zmęczony i wyglądasz, delikatnie mówiąc bardzo źle, powinienem zostać w domu pomagać ci z dziećmi, domem i zwierzakami - Stwierdził, naprawdę chcąc mi pomóc, przesadnie myśląc o mnie, nie pamiętając o sobie.
- Sorey, jestem zmęczony, ale dam radę z dziećmi o mnie się nie martw, idź spokojnie do pracy, a ja się zajmę całą resztą - Poprosiłem, zbliżając się do niego, aby ucałować w policzek.
- Jesteś pewien? - Zapytał, kładąc mi dłoń na mój policzek, przesadnie się o mnie martwiąc.
- Tak, jestem pewien dam sobie radę, idź i niczym się nie przejmuj - Sorey mimo, że nie był do końca przekonany co do moich słów, pocałował mnie ostatni raz w policzek, wychodząc z sypialni.
- Tak będzie lepiej, niech idzie do pracy i nie zawiedzie Alishy, ja sobie poradzę, muszę sobie poradzić.
A więc mimo zmęczenia poradziłem sobie ze wszystkim, dzieci były nakarmione i wybawienie, zwierzaki wyczesane i również nakarmione, dom wysprzątany, poradziłem sobie ze wszystkim, tym czym poradzić sobie miałem w duchu ciesząc się z powrotu męża. Mimo wszystko byłem zmęczony i najchętniej poszedłbym spać, mimo że nie mogłem. Sorey tak jak i ja był zmęczony nie tylko po pracy, ale i po nieprzespanej nocy, którą mu zagwarantowałem i to nie dlatego, że oboje tego chcieliśmy, mój strach wygrał z rozsądkiem i jak zawsze musiałem panikować, nie dając spokojnie spać mężowi, który zasłużył na sen, tym bardziej że dziś musiał iść do pracy.
- Jak się czujesz owieczko? - Zapytał, wchodząc do kuchni wraz z naszymi dwoma szkrabami.
- Dobrze, nie było nawet aż tak źle - Przyznałem, stawiając na stole miseczki z ogórkową przygotowaną dla dzieci. - Zjesz może ogórkową? - Zapytałem, samemu również i sobie nakładając, wyjątkowo mając na to ochotę.
- Nie chce zjadać obiadu dziecią - Powiedział, wywołując cichy śmiech, wypływający z moich ust.
- Spokojnie, zrobiłem go więcej - Przyznałem, nakładając mu zupę, wiedząc po jego wypowiedzi, że i on chętnie by ją zjadł.
Stawiając na stole dwie miseczki i dwa talerze zaprosiłem moich bliskich do posiłku, mając nadzieję, że wszystkim zasmakuję, co jak co ale dawno już jej nie robiłem, dlatego troszeczkę się obawiałem czy aby na pewno nie zrobiłem coś nie tak, nie chciałem ani przesolić, ani dodać za dużo pieprzu.
- Nie przesadziłem przypadkiem z dodatkami? Wydaje mi się, że trochę za pikantna jest - Powiedziałem, w sumie to nie wiedząc, czy to mój umysł płata mi figle, czy jednak faktycznie przesadziłem z dodatkami, każdemu może się zdarzyć nawet i mi.
<Pasterzyku? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz