Trochę mi ulżyło, że Miki już się na mnie nie gniewał, bo naprawdę nie wiedziałem, co robić, by mi wybaczył. Miałem wrażenie, że wszystko, co robiłem, no to robiłem to źle. A ja się naprawę staram i poświęcam, by miał jak najlepiej, a jednak czasem mam wrażenie, że mnie on tego nie rozumie, a ja nie rozumiem jego. No i tak w kółko. Na szczęście już koniec tego focha i mogę być spokojny, ale też tak nie do końca mogę. Muszę iść do pracy, a widzę, że on jest wykończony. I mam go tu zostawić tak samego z dziećmi? Troszkę się tego obawiam.
- Na pewno? Dasz sobie radę? Wiem, że muszę iść do pracy, ale postaram się wrócić wcześnie, Alisha na pewno mi na to pozwoli – odezwałem się, wpatrując się w jego twarz ze zmartwieniem.
Spał zdecydowanie więcej ode mnie, no bo mu się udało jakoś zasnąć, w przeciwieństwie do mnie, a wyglądał... cóż, nie wiem, czy gorzej ode mnie, bo jeszcze siebie w lustrze nie widziałem, no ale też najlepiej nie wyglądał. Moje biedne maleństwo... i ja mam go tutaj zostawić, samego, z całym domem, dziećmi i zwierzakami na głowie? To nie za dużo dla niego? No ale też nie mogę nie iść do pracy. Dopiero co do niej wróciłem i już ją mam sobie odpuszczać? Wiem, że Alisha nie miałaby nic przeciwko, ona nigdy nie ma nic przeciwko i jest naprawdę przekochana, no ale ja się będę przez to czuł się paskudnie, bo pewnie i tak by mi zapłaciła za ten dzień i tak... niektórzy by pewnie nie narzekali, gdyby tak mogli dostawać pieniądze za nic nie robienie, no ale ja do tej grupy nie należę.
- Chyba dam – przyznał, a ja się zaniepokoiłem na to magiczne słowo „chyba”.
Czyli jest prawdopodobieństwo, że nie da sobie rady. I co ja zrobię teraz? Może wezmę wolne, ale następnym razem popracuję dłużej? To jest myśl. Ale i tak będę musiał wyjść z domu, by poinformować o tym Alishe i w ogóle spytać się, czy jest to możliwe, czyli i tak musze wyjść i tak... Postaram się wrócić jak najszybciej, no ale i tak zajmie mi to około godziny. Miki sobie poradzi przez godzinę? Jest dosyć wcześnie, dzieci wstać nie powinny, chociaż i tym różnie bywa. Tej nocy jednak też trochę słabo spały, więc teraz powinny znów pospać troszkę dłużej, no ale nigdy nic nie wiadomo. Miki przez moment sobie chyba z nimi poradzi, zanim do niego wrócę, a postaram się wrócić jak najszybciej. Gorzej, jak Alisha się na to nie zgodzi. Ale powinna się zgodzić...
- Zapytam się Alishy, czy nie mogę dzisiejszego dnia odrobić kiedy indziej, by móc się wami zająć, ale zanim pójdę... na pewno niczego nie potrzebujesz? Ale tak na sto procent? Bo jak pójdę, to mnie przez godzinę nie będzie, a to dosyć długo. Dasz sobie radę, jakby się dzieci obudziły? – zalałem go falą pytań, oczywiście chcąc tylko jego dobra, gdyż ono było dla mnie najważniejsze. A jak mi odpowie, że nie da rady, to co ja wtedy zrobię...? Nie przemyślałem tego. Jeszcze mogę pójść do miasta, po jakiegoś gońca, to wtedy stracę tylko półgodziny i kilka monet... Chyba, że się pospieszę bardzo, no to wtedy dwadzieścia minut. Więc plan awaryjny jest.
<Owieczko? c:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz