Troszkę się martwiłem o kolejną słodką rzecz w moim harmonogramie. Ostatnio codziennie coś jem takiego słodkiego, a to ciasteczko, a to jakiś mus czekoladowy, a to pączek... to wszystko jego wina. To on co chwila mi coś podsuwa pod nos, a ja... nie myślę. Moje ciało działa samo, po prostu nos wyczuwa słodki zapach i sam nie wiem, co się dzieje. Swoją drogą, mam wrażenie, że mój zmysł węchu jakiś taki bardziej wrażliwy jest. Jestem w stanie wyczuć zapach Haru, zanim się do mnie zbliży. I niby znam ten jego zapach, no bo jednak się do niego przytulam co noc, tak teraz mam wrażenie, że jednak pachnie nieco inaczej. Tak samo, ale inaczej. Nie ma to sensu, ale właśnie tak czuję.
– Sam... sam nie wiem, czego chcę – powiedziałem po chwili. Dopiero co wstałem, a już mam wiedzieć, czego chce dziecko? To nie jest takie proste, ono też się musi zastanowić. – Ale nie wiem, czy słodkości to taki dobry pomysł. Ostatnio jem słodkości i słodkości... nie za dużo? Dziecko potrzebuje też innych składników odżywczych. Czasem miewam ochotę na czerwone mięso... może dzisiaj bym coś takiego na obiad zjadł? – zaproponowałem, kładąc dłoń na moim brzuchu, który był nieco większy niż być powinien. Dziecko rosło jak na drożdżach, co trochę mnie przerażało, bo rosło przecież w moim ciele, a ono jakoś duże nie było.
– No dobrze, to na obiad. A na śniadanie? – zapytał łagodnie, nie przestając mnie głaskać, co było naprawdę przyjemne. Mógłby tak robić cały czas, i nigdy nie miałbym dosyć.
– Sam nie wiem... Może dla odmiany coś zdrowego? – rzuciłem, chociaż bez większego przekonania. Bo nie miałem ochoty na nic zdrowego, moje ciało domagało się czegoś innego, ale na szczęście umysł jeszcze pracował i wiedział, że nie mog całkowicie ulec podszeptom tego małego diablika w moim brzuchu, który najchętniej chyba opróżniłby całą spiżarnię ze słodkości.
– Na pewno chcesz coś zdrowego? – dopytał, unosząc brew z powątpiewaniem. Oczywiście, że wiedział, na co naprawdę mam ochotę, ale i tak nie mogę całkowicie się ponieść swoim potrzebom. Już i tak czuję się tak strasznie... pulchny. Jak nie ja. To dopiero początek, więc co to będzie dalej?
– Muszę zachować zbilansowaną dietę, by dziecko czuło i rozwijało się jak najlepiej – powiedziałem, spuszczając wzrok. Nie lubiłem, kiedy tak intensywnie się we mnie wpatrywał, miałem wrażenie, że wtedy zaraz wszystko wiedział. A ja... ja nie wiedziałem nic, zwłaszcza o sobie samym. – Poza tym, i tak już jestem wystarczająco pulchny.
– Wiesz, że w twoim stanie to normalne? To nie przez cukier – odpowiedział, na co kiwnąłem głową.
– Wiem, ale jednak... nie uważasz, że jak na ten etap ciąży zbyt bardzo widać? U niektórych kobiet znać dopiero w jakimś szóstym, siódmym miesiącu ciąży. A u mnie? Wilkołaki rozwijają się normalnie w ludzkim ciele? – spytałem, trochę zmartwiony, że to może być jakaś przyspieszona ciąża, a tego nijak bym nie mógł wytłumaczyć medykowi.
<Piesku? c:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz