Z jednej strony chciałem się położyć. Czułem, że właśnie tego potrzebowałem, porządnego odpoczynku, całkowitego odcięcia się od wszelkich bodźców, i to przez całkiem długi czas, by moje ciało mogło się zregenerować. Trochę mu to zajmuje, ale ostatnie wydarzenia wcale mu nie pomagają odpocząć. Mało tego, zamiast miło spędzić ostatnie wolne godziny, musieliśmy sprzątać. Wszystko przeze mnie... co się ze mną dzieje? Czemu nie mogę dojść do siebie? Co takiego potrzebuje moje ciało, by poczuć się dobrze? Dusza, którą ostatnio się pożywiłem, pomogła mi w uleczeniu ran, ale poza tym, czy coś zmieniła? Nie mam pojęcia. Kiedyś po takim posiłku mogłem góry przenosić, miałem siłę cały świat podpalić, a teraz? Oczywiście, gdyby teraz groziło im jakieś niebezpieczeństwo, pierwszy bym przyjął na siebie cios. Jak zawsze. To w końcu moja rodzina, dla ich bezpieczeństwa stałem się tym, kim jestem teraz, i dla nich zrobię wszystko, by było bezpieczni. Są wszystkim, czym mam.
– Nie jest ze mną aż tak źle – odpowiedziałem, uśmiechając się łagodnie, nie odsuwając się od niego na milimetr. Jego bliskość... jego bliskość to coś, czego potrzebowałem. Czego chciałem. To dla mnie ważniejsze niż oddychanie.
– Ledwo stoisz. Nie martw się, dam tu sobie radę. Mam dwóch silnych pomocników, chwila i obiad będzie gotowy – odpowiedział spokojnie, łagodnie, gładząc moje szorstkie włosy.
– Też mamo możesz się położyć. Myślę, że sobie we dwójkę poradzimy z podsmażeniem mięsa, warzyw i ryżu – dodała Hana, a Haru jej przytaknął, zaskakując i mnie Mikleo. Trochę się tego po nich nie spodziewałem. W końcu, nie chce im się sprzątać po sobie, i pewnie gdybym im nie kazał, nie wpadłyby na to, by pomóc Mikiemu. A teraz? Co takiego się stało z nimi w przeciągu tych kilku minut?
– Ale na pewno dacie radę? Musicie uważać na mięso, by było dobrze usmażone. I żeby warzywa nie były przesmażone. I sos, może zrobicie jakiś sos? Śmietanka też jest na dole, i... – zaczął Miki, ale tym razem przerwał mu nasz syn.
– Jak będziemy mieć jakieś pytania, no to będziemy pytać. Daleko nie będziecie – odpowiedział, jednym sprawnym ruchem pozbywając się z mięsa nadmiaru wody. Ja pewnie nawet teraz ognia bym nie rozpalił... Naprawdę w beznadziejnym stanie jestem.
– No... dobrze, ale... – zaczął, ale ja go pociągnąłem w stronę kanapy. Do sypialni jeszcze nie możemy wrócić, niech ściana wyschnie, i niech się tam przewietrzy, a to trochę czasu zajmie.
– Skoro stwierdziły, że dadzą radę, to dadzą radę. Chcę się uczyć, więc daj im się uczyć – powiedziałem mu cicho, w ogóle nie martwiąc się o ten obiad. Nie są głupi, są trochę rozleniwieni, bo zawsze wszystko mieli pod nos. Dobrze, że chcą próbować działać na własną rękę. A jak jeszcze tak zaczną sprzątać regularnie pokój, łazienkę na górze, to dopiero w szoku będę, ale w takim pozytywny szoku. Może po prostu już zaczynają myśleć o przyszłości? Albo Lailah im przemówiła do rozsądku. Nie wiem, ale niech się to jak najdłużej utrzymuje.
<Owieczko? c:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz