wtorek, 2 grudnia 2025

Od Eliana CD Serathiona

 Wiedziałem, że teraz był trochę bardzo poddenerwowany z powodu ran i strachu, który poczuł, kiedy promienie słoneczne uderzyły w jego ciało. Może też inaczej powinienem do tego podejść...? Cóż, stało się, i teraz muszę sobie poradzić z obrażonym wampirem... oraz dziewczyną, która może coś podejrzewać. Z tego co zauważyłem, zdążył się wywrócić, nim ona odwróciła się w jego stronę, a zasłaniało go łóżka. Zresztą, nawet gdyby go zauważyła, miał na sobie pierścień. Iluzja zadziałała bardzo dobrze, nawet ja nie dostrzegłem oparzeń na jego ciele. Krew spływającą powoli z rany na skroni owszem, ale nie oparzenia. Jakoś... jakoś to wytłumaczę. Może tym, że był zaspany? Chciał wstać, słońce go oślepiło i się wywrócił? I stąd takie słowa, tak ostra reakcja? Z kimś głupim to by przeszło, ale Dona może się domyślić. I to mnie martwiło. 
Podobnie, jak martwił mnie stan Serathiona. Iluzja zadziałała bardzo dobrze, owszem, ale nie byłem w stanie określić, jak źle wyglądają jego obrażenia. Trochę się teraz najadł, więc proces leczenia powinien przebiec szybko i sprawnie... ale czy na pewno? Może potrzebuje więcej? Może i jestem osłabiony, ale skoro i tak nie popędza mnie z wyjazdem... mógłbym mu dać jeszcze troszeczkę. 
– Już jest ciemno, nie musisz się ukrywać – powiedziałem cicho, patrząc w miejsce, w którym to zniknął mi z oczu. – Chodź, dam ci trochę krwi, by te głębsze rany szybciej ci się zagoiły. 
Cisza. Oczywiście, czego ja mogłem się spodziewać? Nie zamierzałem jednak odpuszczać. Muszę zobaczyć, że ma się dobrze. Muszę mieć potwierdzenie, że poza strachem już mu nic nie jest. Niby to słońce ledwo go musnęło, i był w swojej najlepszej kondycji, bo prawie w pełni najedzony, ale i tak chciałem go zobaczyć. Chwyciłem więc za krzesełko, a następnie podstawiłen pod otwór wentylacyjny, do którego zajrzałem. Siedział tam, w kurzu i ciemności. Był bardziej obrażony, wkurzony, przestraszony... ciężko było mi stwierdzić. Ale był uroczo malutki. 
– No już, chodź – poprosiłem, wyciągając rękę. Serathion wbił swoje igiełki w moją dłoń, ale nie zniechęciło mnie to. Chwyciłem go ostrożnie i wyciągnąłem. – Przepraszam. Powinienem wpierw postawić na twoje samopoczucie. To już się więcej nie powtórzy – obiecałem, przyglądając się drobnemu ciałku. Nawet jako nietoperz był malutki, i chudy. Co najważniejsze, iluzja nie zadziałała na to wcielenie i doskonale wiedziałem każde poparzenie... i to mnie martwiło. Gdyby był w pełni sił, regenerowałby się na moich oczach. I że on mi później mówi, że wcale nie chce mojej krwi. – Skoro mnie ugryzłeś i leci mi krew, równie dobrze możesz się napić. Potraktuj to jako małe zadośćuczynienie za moje beznadziejne zachowanie – dodałem, starając się go trzymać tak, by nie dotykać ran. Jeśli chce teraz być w tej formie, nie będę go przekonywał do zmiany. Na swój sposób, jako mały nietoperek też jest uroczy. Wszystko, byleby tylko się czuł lepiej. 

<Różyczko? c:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz