Czy to miejsce mogło mi się znudzić? Nie, raczej nie. Właściwie było całkiem przyjemnie, a to miasto… ono miało w sobie coś, co mnie fascynowało. Mógłbym tu zostać znacznie dłużej, oczywiście pod warunkiem, że nocą będę mógł wychodzić i zwiedzać to i owo.
- Odpowiada mi to miejsce. Mógłbym tu jeszcze trochę pomieszkać. Te światła, to miasto, te wszystkie zapachy… naprawdę mi się podobają. Co prawda smród alkoholu i papierosów trochę mnie drażni, ale myślę, że jestem w stanie to znieść dla wszystkiego, co tutaj zobaczę. I co poczuję na własnej skórze. - Kiedy kończyłem zdanie, zauważyłem, jak unosi brew. Wyglądał na zaskoczonego, jakby moje słowa wywracały jego wyobrażenie o moich planach do góry nogami.
- Ty tak poważnie? - Zapytał, powoli podnosząc się do siadu. Miś, którego mimowolnie tulił do siebie, wylądował obok na pościeli. - Nie chcesz stąd uciekać? I nie nudzi ci się tu przypadkiem?
- Wcale nie jest tak źle. A nawet… podoba mi się tu. Nikt mnie nie zna, nikt nie próbuje mnie zabić, nikt nie wykrzykuje, że jestem potworem czy jakimś okropnym wampirem. Pomijając tę jedną dziewczynę, która najwyraźniej próbuje cię poderwać, wszystko jest naprawdę okej. Dopóki będę mógł wychodzić co noc, nie będę narzekał. A, i nie zamierzam znowu schodzić na dół i jeść z tobą posiłków. Mój organizm nie zareagował najgorzej, ale nie chcę testować jego cierpliwości. Ludzkie jedzenie nie jest mi potrzebne... - Stwierdziłem, wzruszając ramionami.
- No przyznam, że mnie zaskoczyłeś - Odpowiedział z lekkim uśmiechem. - Myślałem, że będziesz tylko marudził i błagał o ucieczkę, a tu proszę… nawet miła odmiana. - Zanim zdążyłem cokolwiek dopowiedzieć, przyciągnął mnie do siebie i musnął moje usta delikatnym pocałunkiem. Byłem gotów odpowiedzieć tym samym, kiedy w tej samej chwili ktoś zapukał do drzwi. Ciche, nieśmiałe,ale wystarczające, by zepsuć moment.
- Gości raczej się nie spodziewaliśmy. Załóż pierścionek. Ja otworzę - Polecił.
Zrobiłem to natychmiast. Krycie swojego prawdziwego oblicza było tu absolutną koniecznością, nikt, naprawdę nikt, nie powinien oglądać tego, kim jestem bez iluzji.
Drzwi uchyliły się i okazało się, że naszą urocza przeszkadzajką jest… córka właścicielki. No fantastycznie. Dokładnie jej tu brakowało.
- Dzień dobry! Mama kazała przekazać wam pyszne śniadanie - Zaćwierkała, wchodząc do pokoju z tacą pełną jedzenia. Postawiła ją na łóżku, po czym zerknęła w stronę zasłoniętego okna.
- Ale macie tu ciemno… powinniście wpuścić trochę światła!
Niezdążyłem pomyśleć, ale nie zdążyłem zareagować.
Dziewczyna szybkim ruchem odsunęła zasłony.
Promienie słońca uderzyły we mnie z brutalną siłą. Moja skóra natychmiast zapiekła, zaczęła się przypalać. Syknąłem, odruchowo cofając się, aż potknąłem się o własne nogi i runąłem na podłogę, uderzając głową w kant szafki.
- Co się stało?! - Zapytała przerażona, tym co zobaczyła.
- Stało się to, że masz wypierdalać! - Syknąłem, nie panując nad sobą.
Dziewczyna rozpłakała się i wybiegła z pokoju, zatrzaskując za sobą drzwi.
- Nie musiałeś być dla niej tak złośliwy. Ona nie chciała ci nic zrobić - Elian od razu mnie skarcił, zasłaniając okno.
- Ja byłem złośliwy?! - Warknąłem, wbijając w niego spojrzenie pełne furii. - Ona prawie mnie zabiła, a ty jeszcze stajesz po jej stronie?!..
- Seraphion… - Zaczął spokojniej, chyba próbując do mnie dotrzeć.
- Zamknij się. Idź sobie do niej i mnie nie wkurzaj. - Nie zamierzałem ciągnąć tej rozmowy ani wysłuchiwać jego wyrzutów. Moje ciało paliło, głowa pulsowała bólem. - Przybrałem postać nietoperza, instynktownie uciekając. Wcisnąłem się w wąski otwór wentylacyjny i zniknąłem w jego chłodnym, bezpiecznym wnętrzu, gdzie mogłem zregenerować popalone ciało, uspokoić zmysły i przeczekać złość, która wciąż buzowała we mnie jak ogień.
<Rudzielcu? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz