poniedziałek, 1 grudnia 2025

Od Eliana CD Serathiona

 Może trochę przesadzałem z tą regularnością, ale widziałem przecież, jak wyglądał. Widziałem powoli gasnące światło w jego oczach, czułem to chude ciałko przylegające do mojego, i nie mogłem go takiego zostawić. Po prostu... chciałem mu pomóc. Chciałem, by był zdrowy. A koniec końców, spijanie krwi nie jest takie złe, i samo ugryzienie to jak ukłucie szpilką. Jakoś to przeżyję. 
– Chcę cię tylko odkarmić. Jesteś niedożywiony – odpowiedziałem, kładąc dłonie na jego udach. Zacznie lepiej wyglądać, czuć się lepiej na dłużej, to wtedy będziemy robić to rzadziej. 
– Mhm, wymówka, by poczuć ten dreszczyk – uśmiechnął się do mnie złośliwie. No, już wrócił stary on, wredny, uszczypliwy, mój kochany złośnik. 
– Przyjemny dodatek, bez którego nie potrafię już żyć – powiedziałem rozbawiony, uśmiechając się zmęczony. Zawsze czułem się trochę zmęczony, kiedy spijał chociaż trochę że mnie. Pewnie jego teraz rozpala energia, a ja? Muszę regenerować siły. Niestety, inaczej nie potrafię. – Wybacz, ale muszę się położyć. 
– Zastanowię się, co możesz zrobić, bym ci wybaczył... i już mam – uśmiechnął się tajemniczo, co trochę mnie przestraszyło. – No już, kładź się. 
Zrobiłem to, co powiedział, a kiedy chciałem jak zwykle przytulić go do siebie, pomiędzy mną a nim wcisnął jednego z misiów. Zmarszczyłem brwi, patrząc to na niego, to na niego, to na jedną z jego przytulanek.
– A to co to ma znaczyć? – spytałem, marszcząc brwi. 
– No jak to co? Mój miś. Skoro mam się do niego przytulać, musi pachnieć tobą, i tylko tak może przesiąknąć twoim zapachem – uśmiechnął się do mnie szeroko. Wolałbym przytulać się do niego... No ale dobrze, skoro tego chce, to niech mu będzie. 
Pokręciłem z niedowierzaniem głową, ale przesunąłem go bliżej, objąłem mocniej, by w końcu odrobinkę poczuć, i dopiero wtedy spokojnie mogłem zasnąć. 

Jak zwykle obudziłem się sam. Dobrze, że nikt nas nie niepokoił, nikt nie szukał, ale też nie wiemy, co się dzieje pomiędzy tymi wampirami i Durandami. Już doszło do jakiegoś starcia? Dalej obie strony zbierają siły? Muszę się dzisiaj przejść po mieście, i po tych mniej miłych dzielnicach. Powinien wyjść przed zmrokiem, by zdążyć do kartografa, rozejrzeć się za jakimś zleceniem, i jeżeli nic tu dla mnie nie ma, moglibyśmy ruszyć dalej. Nie miałem na to wielkiej ochoty. Było zimno, mroźno, śnieżnie... nie chciałem jednak naruszać cierpliwości Serathiona. Gdyby nie on, i jego szybkie nudzenie się, najpewniej bym spędził tutaj nieco więcej czasu, jak nie całą zimę, ale on chyba by mnie we śnie udusił. 
– No dzień dobry, śpiąca królewno – odpowiedział, uśmiechając się do mnie złośliwie, kiedy tylko zacząłem być bardziej świadomie. – A już myślałem, że w sen zimowy zapadłeś. 
– Chciałbym. Nie musiałbym wtedy wychodzić na ten zimny dwór – wymamrotałem, przeciągając się leniwie. Zimą zawsze byłem jakiś taki... nijaki. Nie miałem ochoty na cokolwiek, i żyłem, bo musiałem. Teraz mam trochę więcej motywacji, bo muszę opiekować się Różyczką, więc też jest trochę inaczej. Muszę dbać o siebie, by moja krew była dla niego dobra. – Jeszcze ci się to miejsce nie znudziło? – spytałem, unosząc jedną brew. Chciałem wiedzieć, jak dużo czasu mam na zbieranie się stąd. 

<Różyczko? c:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz