poniedziałek, 1 grudnia 2025

Od Serathiona CD Eliana

 Westchnąłem cicho, czując, że cokolwiek bym nie powiedział i tak nie odwiedzie go od zamiaru. On potrafił naciskać z taką upartością, jakby był pewien, że prędzej czy później ulegnę i miał rację. Kiedy w końcu wbijam kły w jego skórę, coś we mnie zawsze się wyrywa, jakaś pierwotna, głodna część, która chciałaby odebrać mu wszystko, co w nim płynie. Gdyby nie moja żelazna wola, już dawno mógłby tego nie przeżyć.
- Jesteś dla mnie bezlitosny - Mruknąłem, siadając na jego udach, by zyskać wygodniejszy dostęp do jego szyi. Czułem pod palcami ciepło jego ciała, napięcie mięśni, lekki drżenie, którego zapewne sam nie zauważał.
Pochyliłem się nisko, aż mój oddech musnął jego ucho. Delikatnie podgryzłem jego płatek, ledwie drażniąc skórę.
- Przyznaj się - Wyszeptałem mu do ucha - Lubisz to bardziej, niż chciałbyś przyznać. Lubisz, kiedy wbijam kły w twoją szyję. Wręcz cię to podnieca draniu - Musnąłem jego skórę gorącym pocałunkiem, ledwie dotykając jej wargami, jakby zapowiadał to, co miało dopiero nadejść. Czułem, jak jego oddech na moment się zatrzymuje, a to dodawało mi jedynie pewności, że wcale nie przesadzam.
- Oczywiście, że tylko o to mi chodzi - Odpowiedział z ciepłem, które jak zwykle mnie zaskakiwało. - Chcę, żebyś mnie gryzł i pił moją krew dlatego, że mnie to pociąga… a nie dlatego, że martwię się, iż jesteś głodny. - Mówił to z taką swobodą, jakby wyjawiał najprostszy fakt, choć w jego głosie drżał cień podniecenia. Nigdy nie mogłem zrozumieć, dlaczego właśnie taka szczerość najbardziej mnie do niego przyciągała. Całego go lubiłem, z jego złośliwymi uwagami, zbyy odważnymi wyznaniami i dziwnym przywiązaniem, którego sam chyba jeszcze nie rozumiał. I choćby nie wiem dlaczego, nie chciałem, by kiedykolwiek odchodził.
- Tak właśnie sądziłem. Zawsze tylko jedno ci w głowie - Mruknąłem drwiąco. - Mój mały słodziak. Taki odważny - Nachyliłem się bez pośpiechu, pozwalając, by napięcie między nami narastało. Moje usta odnalazły jego skórę; przez chwilę tylko badałem ją oddechem, zanim złośliwy uśmiech przemknął mi przez twarz. A potem wgryzłem się w nią, czując, jak jego ciało drży pod moimi dłońmi.
Ciepło pulsujące pod moimi wargami, znajomy smak, którego nie potrafiłem się wyrzec… ta słodka, gorąca krew, której pragnienie wciąż wracało silniejsze niż powinno. Piłem ją powoli, delektując się każdym uderzeniem, każdym oddechem, który urywał się w jego gardle. Kochałem ten smak bardziej, niż byłem w stanie przyznać na głos, nawet przed nim.
Oderwałem usta od jego skóry dopiero wtedy, gdy poczułem, że dotarłem do granicy jego możliwości. Nie chciałem go skrzywdzić, nie jego. Chociaż zaniedbałem się przez lata, a głód dręczył mnie długo i boleśnie, teraz, dzięki jego gotowości i… dziwnej, czułej determinacji, czułem ulgę z każdym łykiem tej gorącej krwi. Rozlewała się we mnie jak ogień, przynosząc jednocześnie ukojenie, którego tak rozpaczliwie potrzebowałem.
Po odchyleniu głowy oblizałem wargi, pozwalając sobie na moment satysfakcji. Było mi znacznie lżej, jakby cały świat na chwilę zamilkł, a we mnie została tylko cisza i spokój.
- Teraz już nie będziesz mógł się ode mnie uwolnić - Wyszeptałem, z cieniem drapieżnego uśmiechu. - Uczysz mnie pić twoją krew codziennie… a to jest twój największy błąd. - Wiedziałem, że to prawda. Codzienność, rytuał, regularność, to wszystko sprawiało, że mój organizm zaczynał się przyzwyczajać. A kiedy już się przyzwyczai… głód będzie tylko bardziej drażniący.

<Rudzielcu? C:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz