Kiedy powoli wybudzałen się ze snu i odzyskiwałem świadomość zdawałem sobie sprawę z kilku rzeczy; że nie czuję zimna na ramionach, że przytulam jakimś cudem do siebie coś miękkiego, i że wyczuwam zapach róży. Chwila minęła nim zrozumiałem, że tulę do siebie zarówno misia, jak i Serathiona. Jak to się stało? Czemu ja tego nie wyczułem? Albo naprawdę byłem padnięty... albo za mało czujny. Mimo, że czuję się już przy nim bezpiecznie, pewnie, nie mogę się aż tak rozleniwiać. Muszę czuć, kiedy coś się wokół dzieje, i ktoś tak naprawdę we mnie ingeruje; nakrywa kołdrą, podsuwa misia i siebie. Zazwyczaj ktoś się nade mną nachyla i ja już wiem, że coś się dzieje. A teraz? Całkowicie się odciąłem.
– Już się odobraziłeś? – spytałem cicho, wyciągając rękę, by poprawić jego kosmyki opadające na jego czoło. Jak to jest, że niezależnie od sytuacji, jego fryzura prezentuje się nienagannie? Nigdy nie wygląda źle. Czy to podczas walki, podczas kłótni, podczas seksu... jestem niemalże pewien, że gdyby umierał, też wyglądałby wspaniale, chociaż oczywiście mam nadzieję, że nigdy nie będę musiał tego oglądać.
– Kto powiedział, że ja byłem obrażony? – prychnął, pusząc swoje policzki. Słodziutki. W tej chwili naprawdę wyglądał jak małe dziecko.
– Cóż, ugryzłeś mnie, nie chciałeś ze mną rozmawiać... robią tak ludzie zazwyczaj obrażeni – odparłem, poprawiając się lekko. – To ty wsunąłeś tego misia?
– Tak. Miał w końcu mieć twój zapach, pamiętasz? – odparł, podnosząc się do siadu. W jego oczach błysnęło coś na wzór wyrzutów sumienia, ale mogłem się mylić. Emocje w nim nie zawsze były takie oczywiste, jak mogłoby się zdawać. – Jak się czujesz? – dopytał, lustrując mnie spojrzeniem.
– Nie najgorzej. Chociaż motywacji do tego, żeby wstać i coś zrobić nie mam żadnej – przyznałem zgodnie z prawdą. Powinienem coś zjeść, ogarnąć się, i wyjść. Miałem trochę rzeczy do załatwienia, zamiast gnić w tym ciepłym, mięciutkim łóżku. – Kiedy łagodziłem sytuację z Doną obiecałem, że zejdziesz później i przeprosisz za ten wybuch – dodałem ostrożnie. Jeszcze nie wiedziałem, jak na to zareaguje.
– Wiem. Chciałem to zrobić wcześniej, ale zdałem sobie sprawę z tego, że nie jestem ranny i to mogłoby wzbudzić podejrzenia – wyznał, na co uniosłem zaskoczony brew, z dwóch powodów. Po pierwsze, nie spodziewałem się, że zrobi to sam z siebie. A po drugie...
– I tylko dlatego nie zszedłeś? A nie dlatego, że słońce znów mogłoby cię poparzyć? – spytałem, co wywołało zaskoczenie na jego twarzy.
– No... no to też. Ale wtedy tak o tym nie pomyślałem – wyjaśnił z zakłopotanym uśmiechem.
– Założę ci jakiś bandaż, żeby nie było niedomówień. I zejdę później razem z tobą, jeśli tego chcesz – zaproponowałem trochę czując, że powiedzenie „przepraszam” może nie być dla niego takie proste.
<Różyczko? c:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz