wtorek, 2 grudnia 2025

Od Serathiona CD Eliana

 Czy naprawdę tego chciałem? Sam nie wiem. Nigdy nie umiałem przepraszać, a tym bardziej za coś, co wcale nie było moją winą. Gdyby tamta kobieta nie wpakowała się nam do pokoju, nic by się nie wydarzyło. A jednak… skoro Elian nie chce mieć z tego powodu problemów, spróbuję. Choć nie mam pojęcia, jak mi to wyjdzie. Nigdy wcześniej nie przepraszałem i samo wyobrażenie sobie tego sprawiało, że robiło mi się słabo. Ale w końcu to zrobię, dla niego. Dla spokoju. Dla jego szczęścia.
- Tak, chciałbym, żebyś poszedł tam ze mną. Nie wiem tylko, czy potrafię powiedzieć prze… prze… - Urwałem, czując, jak gardło zaciska mi się boleśnie. Słowo, którego tak bardzo nie znosiłem, ugrzęzło mi w ustach, a ja miałem wrażenie, jakbym zaraz miał zwymiotować. To było wręcz absurdalne, ale byłem kompletnie sparaliżowany.
Dobra, dam radę. Przełknę to, powiem to głupie „przepraszam”, nawet jeśli będzie to brzmiało jak skowyt rannego zwierzęcia.
- W takim razie daj mi jeszcze chwilę - Poprosił spokojnie.
Kiwnąłem głową i przysiadłem grzecznie na rogu łóżka, starając się nie przeszkadzać. Niech odpoczywa, ja po prostu tu poczekam. Jednak Elian chyba nie był zadowolony z tego dystansu. W jednej chwili sięgnął po mnie, obejmując mocno i przyciągając do swojego ciała. Nim się zorientowałem, byłem już wtulony w jego ramiona, jakby próbował uchronić mnie przed całym światem.
- Znacznie lepiej - Wyszeptał mi do ucha, nie poluzowując uścisku nawet na chwilę.
- Aż tak potrzebujesz mojej bliskości? - Zapytałem z lekkim rozbawieniem. - Stęskniłeś się? - Dopytałem rozbawiony, jego niecodziennym zachowaniem.
- Oj tak. I to bardzo za moim słodziutkim wampirkiem - Mruknął, muskając ustami moją skroń.
Jego słowa sprawiły, że poczułem ciepło rozlewające się po całym ciele. Podniosłem głowę i przysunąłem się jeszcze bliżej, aż nasze usta dzieliły tylko oddechy. A potem po prostu przestałem walczyć z tym, co czułem. Złączyłem nasze wargi w namiętnym, głodnym pocałunku, jakby każde nasze rozstanie miało trwać wieczność.
Elian oderwał się od moich ust, łapiąc oddech. A ja patrzyłem na niego z delikatnym rozbawieniem, dla mnie, jako wampira, oddech był zaledwie nawykiem, nie potrzebą. Jego poruszone, przyspieszone tchnienia były jednak czymś pięknym, intymnym… czymś, co mogłem obserwować bez końca.
Przez kilka długich chwil leżeliśmy tak, zanurzeni w ciszy, patrząc sobie prosto w oczy. Nie było tam wstydu, nieporozumień ani napięcia. Tylko my. Nasza obecność wystarczała, by wszystko inne przestawało mieć znaczenie. Byliśmy szczęśliwi, tak po prostu razem.
- Powinienem wstać. Mam tyle rzeczy do zrobienia. - Jego dłoń nadal spoczywała na moim biodrze, jakby nie pozwalała mu nawet pomyśleć o tym, by się odsunąć.
- A może dziś sobie po prostu odpuść - Zaproponowałem miękko, przesuwając kciukiem po jego talii. - Trochę… no wiesz… napiłem się z ciebie krwi, więc jesteś pewnie zmęczony. Powinieneś jeszcze trochę poleżeć, zamknąć oczy, odpocząć. Ja będę czuwał. Gdyby cokolwiek się miało wydarzyć, obudzę cię natychmiast. A wieczorem, kiedy słońce zajdzie, pójdziemy razem do… - Zatrzymałem się, marszcząc brwi. - Przepraszam, nie pamiętam jej imienia. I… przepraszam za to, że cię ugryzłem - Słowa „przepraszam” przeszły przez moje gardło z trudem, jakby ostrze przepijało moją skórę.

<Rudzielcu? C:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz