środa, 3 grudnia 2025

Od Serathiona CD Eliana

 Grzecznie leżałem i czekałem, aż wróci z posiłkiem. Szczerze mówiąc, mógłby go zjeść na dole, jemu słońce nie przeszkadza, a ja przecież przez tę krótką chwilę nie zwariuję… przynajmniej tak mi się wydaje. Przez wiele długich lat byłem sam, więc te kilka minut samotności nie powinno robić mi żadnej różnicy. A jednak, kiedy jest obok, czuję się znacznie lepiej. Sam nie wiem, z czego to wynika. To chyba nie może być zauroczenie, prawda?
Przecież to człowiek. Ja nie mogę… nie powinienem… zauroczyć się w człowieku. To byłoby dziwne.
A jednak, im dłużej o tym myślę, tym bardziej obawiam się, że rzeczywiście straciłem dla niego głowę, dla zwykłego, głupiego mężczyzny. Oczywiście nie jest głupi… Po prostu uwielbiam robić mu na złość, prowokować go, rzucać w jego stronę różne zaczepne komentarze. To mnie naprawdę kręci. Sam fakt, że mogę wywołać w nim choć lekkie poruszenie, drobny cień irytacji albo rozbawienia… sprawia mi zaskakującą przyjemność.
I może właśnie w tym tkwi cały problem, że zbyt łatwo przyzwyczaiłem się do jego obecności, do ciepła jego głosu, do tego, że jest tu dla mnie. A jeśli to nie jest zauroczenie… to czym innym mogłoby być?
Nudząc się trochę w samotności, przytuliłem do siebie misia, który wciąż pachniał Elianem. Ten zapach był zaskakująco kojący, znajomy, ciepły, niepokojąco przyjemny. Nie powinienem się do tego przyznawać, nawet przed samym sobą, ale… lubiłem go. I to bardziej, niż powinienem.
Wiem przecież, kim jest, człowiekiem a ludzie i wampiry nie powinni być ze sobą tak blisko. To niebezpieczne, niewłaściwe… nierozsądne. A jednak, kiedy jest przy mnie, kiedy mogę go czuć, słyszeć jego oddech, widzieć ten jego wiecznie zirytowany uśmiech… coś we mnie mięknie.
Nie wiem, czy to słabość, zauroczenie, czy coś jeszcze innego, ale nie mogę temu zaprzeczyć: podoba mi się, kiedy jest tak blisko mnie. Za bardzo mi się to podoba.
I może właśnie dlatego ta cisza, w której zostałem sam, wydaje się nagle zbyt ciężka, jakby brakowało w niej jego obecności, jego… wszystkiego.
Mój towarzysz w końcu do mnie wrócił, a ja od razu poczułem się lepiej, gdy znowu był obok. Usiadł tuż przy mnie, jak zawsze z tą swoją spokojną naturalnością, i wziął pierwszy łyk gorącego napoju.
- Smacznego - Powiedziałem cicho, dając mu chwilę spokoju, żeby mógł w spokoju zjeść posiłek.
- Dziękuję. Chcesz trochę? - Zapytał, choć w jego głosie wyraźnie słyszałem, że to tylko uprzejmość, a nie szczera chęć dzielenia się. Poza tym i tak nie potrzebowałem ludzkiego jedzenia.
- Podziękuję. Wolę popatrzeć na ciebie - Mruknąłem z lekkim uśmiechem. - Wolę nie ryzykować, wystarczy mi jedno uzależnienie od twojej krwi - Przyznałem, uśmiechając się do niego delikatnie. 

<Towarzyszu? C:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz