środa, 3 grudnia 2025

Od Eliana CD Serathiona

 Rozbawiony uniosłem jedną brew, ale nic już nie dopowiedziałem i skupiłem się na swoim posiłku. Dosyć wcześnie dzisiaj wstałem, byłem w stanie zobaczyć promienie słońca, a przy nim nie było to takie oczywiste. Trochę z jego względu zmieniam swój tryb życia, ale nie przeszkadza mi to. I tak nigdy nie miałem wyrobionych żadnych nawyków; wszystko zależało od tego, co robiłem, czy na coś polowałem, czy zimowałem... czy może właśnie jak teraz opiekuję się młodym wampirem, który tak właściwie dopiero teraz poznawał świat, co było na swój sposób urocze. I co najlepsze, ja mogłem mu to wszystko pokazać, nie ktoś inny. 
Kiedy wypiłem i zjadłem, odniosłem puste naczynia na dół. W teorii mógłbym je zostawić przed drzwiami, i się niczym nie przejmować, ale nie chciałem dawać tutaj dziewczynom dodatkowej pracy, a dla mnie to żaden problem zejść na dół i podać im puste naczynia. Niedużo mi to zajęło czasu, i już zaraz wróciłem do mojej Różyczki, która trochę za mną tęskniła, a przynajmniej miałem takie wrażenie. I poniekąd to odwzajemniłem, jego obecność była dla mnie miła. Sam nie wiem, jak to działało, ale sam jego zapach już wywoływał u mnie uśmiech. A spanie z nim powodowało, że mój sen był jakoś znacznie lepszy, co już w ogóle było zaskakujące. W końcu, nie byłem przyzwyczajony do tego, by spać z kimś, by do kogoś się przytulać. A teraz? Ciężko mi spać bez niego. 
– Do rozpoczęcia zmiany Dony i Lidii mamy jeszcze kilka godzin – odpowiedziałem, ściągając z siebie koszulę. 
Jakoś tak wygodniej mi spać bez niej, i też lubiłem ten wzrok na swoim ciele. Trochę tego nie rozumiałem, w końcu mam ciało jak ciało, trochę wyrobione, trochę pokiereszowane, a jemu się to podobało. Może gdyby nie te blizny po pazurach i kłach, to jeszcze bym zrozumiał jego zafascynowanie moim wyglądem. One mi trochę odejmowały. Nigdy się tym nie przejmowałem, bo po co bym miał, ale teraz tak sobie myślę... może powinienem czasem trochę bardziej zadbać o swój wygląd, żeby nie wyglądać przy nim, jak totalny menel... chociaż, przy nim ciężko wyglądać dobrze. 
– To dobrze. Będziesz miał czas na odpoczynek – powiedział grzecznie, mimowolnie przesuwając spojrzeniem po moim ciele. Dalej miał na sobie ten pierścionek, przez co wyglądał trochę zwyczajnie. Z jednej strony to dobrze, lepiej żeby wyrobił sobie ten nawyk noszenia go, a z drugiej już się przyzwyczaiłem do tych czerwonych oczu. No i też dzięki nimi wiem, kiedy jest głodny, a kiedy nie, a to jest ważne, bo przecież sam mi się nie przyznał. Jutro chyba jednak odpuszczę sobie karmienie go, bo jednak dzisiaj trochę ze mnie tej krwi spił... Cóż, jeszcze zobaczę. 
– Tylko, kiedy będziesz blisko. W przeciwnym razie za bardzo nie odpocznę – odpowiedziałem zgodnie z prawdą, kładąc się obok i zaraz przyciągając do siebie. – Dobrze się już czujesz? Wszystkie oparzenia zniknęły? – zapytałem, bo dopiero teraz zdałem sobie sprawę, że jeszcze o to nie spytałem... muszę to nadrobić. 

<Różyczko? c:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz