Haru od razu stanął w mojej obronie, a nie musiał. Myślę, że z czymś takim bym sobie poradził. Nie miałem za bardzo jak tego potwierdzić, bo nie miałem okazji siebie przetestować, ale to było dosyć łagodne. Babcia była po prostu zdziwiona, i ja się jej nie dziwię. Są dni, w których to się zastanawiam, jak do tego doszło. Czemu się na to zdecydowałem. To kompletnie do mnie nie pasowało. A jednak... jednak tu jestem. W przedziwnym stanie, ale jestem. I spełnię to małe marzenie mojego męża. Miałem nadzieję, że kiedy wrócę do swojego ciała, ciała mężczyzny, wszystko będzie w porządku, nie zostaną na moim ciele żadne złe ślady. I tak już byłem wystarczająco zabliźniony, zwłaszcza moja szyja. Ileż ona przeżyła... mam nadzieję, że już nigdy więcej nie poczuję wbijających się w moją biedną szyję wampirzych kłów. Nie było to coś, co mi się podobało. Jedyne, co czułem, to tylko i wyłącznie ból, odrętwienie, i obrzydzenie.
- Wszystko jest w porządku – powiedziałem łagodnie do męża, uśmiechając się do niego delikatnie. Nie poczułem się obrażony, czy zaatakowany. Chyba... chyba trochę kobieta nie wie, co się dzieje. Naprawdę jej nie winię.
- Cieszy mnie to – odpowiedział Haru, po czym rzucił mojej babci ostrzegawcze spojrzenie i ucałował mnie w policzek, by zaraz po tym podejść po opłatek. Jak chodzi o mnie, to pierwszy raz słyszałem o opłatku. Nigdy tego u nas nie było, co potwierdzało również zaskoczenie Suzue. Zdecydowałem jednak, że skoro on przez te wszystkie lata w ten sposób spędzał święta, że rozpoczynał dzieleniem się opłatkiem i życzeniami, to w ten sposób spędzimy ten dzień. Dla niego. A i trochę dla mnie. Było to przedziwne, ale dla niego mogę spróbować, chociaż nie potrzebowałem specjalnie święta do tego, by życzyć mu jak najlepiej.
Było to przedziwne spotkanie dwóch światów, bogatych i biednych. Moja rodzina, włącznie ze mną, nie za bardzo wiedzieli, co robić, ale Haru i jego mama całe szczęście przejęli inicjatywę i pokazali, jak to działa. Dla mnie dalej był to przedziwny zwyczaj, ale z chęcią mogę to praktykować. Dla niego. Dla Haru było to ważne, a mi to nie przeszkadzało. Przeszkadzała mi trochę inna rzecz, a mianowicie nasze dziecko. Nie wiem, co się działo z nim dzisiaj, ale wariowało. Ono tam jakieś fikołki robiło, czy co? Przez te gwałtowne poruszenia czasem drażniło mój żołądek, i to nie było najprzyjemniejsze uczucie. Z jednej strony byłem głodny, a z drugiem miałem wrażenie, że jeszcze jeden drobny ruch i zwymiotuję. Nie było tak źle, jak kilka dni temu, ale musiałem na chwilę usiąść, wziąć kilka głębokich wdechów, co już zmartwiło wszystkich... chyba wszystkich. Ciężko mi było powiedzieć, co było z babcią, jej wyraz twarzy był jak zwykle dla mnie tajemnicą.
- W porządku? Nie chcesz się położyć? - zapytał Haru, podając mi szklankę wody.
- Nie nie, po prostu się trochę rusza, i co chwila zahacza o mój żołądek – wyjaśniłem, uśmiechając się do nich lekko mając nadzieję, że to ich właśnie uspokoi. - Jeszcze nie przywykłem do takich wrażeń.
- To jeszcze nic. Poczekaj, jak urośnie, i zacznie kopać. Haru tuż przed porodem w ogóle mi spokoju nie dawał – odpowiedziała serdecznie mama Haru, a jej słowa troszkę mnie przeraziły. Jeszcze kopanie ma do tego wszystkiego dotrzeć? Cudownie.
- Oby był w takim razie nasze maleństwo było spokojniejsze niż tata – powiedziałem z nadzieją, biorąc łyk wody. - Siadajcie do jedzenia, zaraz poczuję się lepiej – dodałem nie chcąc, by tak tu nade mną stali.
<Piesku? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz