niedziela, 11 stycznia 2026

Od Eliana CD Serathiona

 Cóż mogę powiedzieć, zazdrość była dobrym zapalnikiem. Nie byłem pewien, jak to działa, ale działa. Jakoś tak podniecała mnie myśl, że należał do mnie. Że interesował tylu, a chciał być tylko ze mną. To było swego rodzaju wyróżnienie, i bardzo chciałem się tym chwalić każdemu. Ale nie tak, jak Serathion chce, w sposób wręcz nachalny i prostacki, a właśnie poprzez takie proste gesty,  bo to w nich była największa moc. Prostacko i chamsko mogę się zachowywać w łóżku. On to lubi z pewnymi wyjątkami, kiedy to ma ochotę na bardziej zmysłowy seks, na który też się zgadzałem... Dobraliśmy się pod tym względem idealnie, i zawsze jestem chętny  do nauki nowych rzeczy. Co prawda, teraz zarzucił ten dziwny temat z wiązaniem oczu, i chyba się temu poddam, ale tylko dlatego, by sobie coś udowodnić, sprawdzić, a jestem pewien, że jak mu powiem, że mi się nie podobało, to więcej mi nie będzie tego proponował. Chyba, że na nim samym, chociaż... lubiłem widzieć jego twarz w całej okazałości. Nawet oczy. One zawsze najwięcej zdradzają, i ten kolor... był naprawdę przepiękny, zwłaszcza, kiedy był najedzony. 
Właśnie, jak chodzi o jego oczy, obiecałem go dzisiaj nakarmić. 
- Najpierw wydaje mi się, że powinienem cię nakarmić. Obiecałem ci to dzisiaj, i dalej nie wywiązałem się z obietnicy. Okropnym kłamcą jestem – powiedziałem, uśmiechając się delikatnie, nie przejmując się swoimi potrzebami. Zresztą, on wywołał we mnie ten stan. Każdy ruch, każde przypadkowe otarcie, strasznie to wszystko mnie drażniło. I on o tym wiedział aż za dobrze, i to wykorzystywał. Okrutnik. I później uśmiechał się do mnie ładnie, niewinnie, że ojoj, chyba mi się chce. To trzeba mieć tupet. 
- Daj spokój. Za dużo mi jej ostatnio dajesz – mruknął cicho, a w nikłym świetle świeczek dostrzegłem na jego twarzy zmartwienie. Ależ oczywiście, że znów się będzie przejmował. 
- Głowa mnie nie boli, nie kręci mi się, chodzę normalnie, dobrze się czuję... czemu więc mam uważać? - zapytałem, kładąc dłoń na jego policzku. - Będę się gorzej czuł, nie będę nadstawiał szyi. Najlepiej wiem w końcu, jak się czuję – dodałem, składając na linii jego żuchwy delikatny pocałunek. - No już, to twoje urodziny. Korzystaj, skarbie – dodałem, drugą dłonią delikatnie ściskając jego pośladek. 
Czułem na sobie jego intensywne spojrzenie. Jeszcze przez chwilę się wahał, aż w końcu zbliżył swoją twarz do mojej szyi. Najpierw złożył na niej delikatny pocałunek, na chwilę przyssał się do mojej skóry, zostawiając zapewne na niej malinkę, i zaraz wbił w nią swoje kry. Ciche westchnięcie wydostało się z moich ust, pozwoliłem przyjemności rozlać się po całym moim ciele. W tej chwili byłem chyba najbardziej bezbronną istotą w całej karczmie. Wystarczy jeden jego ruch. Tak łatwo był mi teraz w stanie skręcić kark... nie miałbym żadnych szans na obronę. Jestem całkowicie skazany na jego łaskę i niełaskę. 
- Pierwszy raz natrafiam na kogoś, kto jest podniecony, kiedy go gryzę – powiedział, odsuwając się ode mnie. 
- Zakładam, że każdy reaguje trochę inaczej na to ugryzienie, ale każdy czuje seksualne podniecenie, mniej lub bardziej. Ja bardziej, ale też pewnie dlatego, że żywię do ciebie uczucia, głębokie. Zresztą, masz z tym jakiś problem?Oboje możemy to... wykorzystać – odpowiedziałem, wsuwając się w jego wnętrze bez większego problemu. 

<Różyczko? C:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz