Cóż mogę powiedzieć, zazdrość była dobrym zapalnikiem. Nie byłem pewien, jak to działa, ale działa. Jakoś tak podniecała mnie myśl, że należał do mnie. Że interesował tylu, a chciał być tylko ze mną. To było swego rodzaju wyróżnienie, i bardzo chciałem się tym chwalić każdemu. Ale nie tak, jak Serathion chce, w sposób wręcz nachalny i prostacki, a właśnie poprzez takie proste gesty, bo to w nich była największa moc. Prostacko i chamsko mogę się zachowywać w łóżku. On to lubi z pewnymi wyjątkami, kiedy to ma ochotę na bardziej zmysłowy seks, na który też się zgadzałem... Dobraliśmy się pod tym względem idealnie, i zawsze jestem chętny do nauki nowych rzeczy. Co prawda, teraz zarzucił ten dziwny temat z wiązaniem oczu, i chyba się temu poddam, ale tylko dlatego, by sobie coś udowodnić, sprawdzić, a jestem pewien, że jak mu powiem, że mi się nie podobało, to więcej mi nie będzie tego proponował. Chyba, że na nim samym, chociaż... lubiłem widzieć jego twarz w całej okazałości. Nawet oczy. One zawsze najwięcej zdradzają, i ten kolor... był naprawdę przepiękny, zwłaszcza, kiedy był najedzony.
Właśnie, jak chodzi o jego oczy, obiecałem go dzisiaj nakarmić.
- Najpierw wydaje mi się, że powinienem cię nakarmić. Obiecałem ci to dzisiaj, i dalej nie wywiązałem się z obietnicy. Okropnym kłamcą jestem – powiedziałem, uśmiechając się delikatnie, nie przejmując się swoimi potrzebami. Zresztą, on wywołał we mnie ten stan. Każdy ruch, każde przypadkowe otarcie, strasznie to wszystko mnie drażniło. I on o tym wiedział aż za dobrze, i to wykorzystywał. Okrutnik. I później uśmiechał się do mnie ładnie, niewinnie, że ojoj, chyba mi się chce. To trzeba mieć tupet.
- Daj spokój. Za dużo mi jej ostatnio dajesz – mruknął cicho, a w nikłym świetle świeczek dostrzegłem na jego twarzy zmartwienie. Ależ oczywiście, że znów się będzie przejmował.
- Głowa mnie nie boli, nie kręci mi się, chodzę normalnie, dobrze się czuję... czemu więc mam uważać? - zapytałem, kładąc dłoń na jego policzku. - Będę się gorzej czuł, nie będę nadstawiał szyi. Najlepiej wiem w końcu, jak się czuję – dodałem, składając na linii jego żuchwy delikatny pocałunek. - No już, to twoje urodziny. Korzystaj, skarbie – dodałem, drugą dłonią delikatnie ściskając jego pośladek.
Czułem na sobie jego intensywne spojrzenie. Jeszcze przez chwilę się wahał, aż w końcu zbliżył swoją twarz do mojej szyi. Najpierw złożył na niej delikatny pocałunek, na chwilę przyssał się do mojej skóry, zostawiając zapewne na niej malinkę, i zaraz wbił w nią swoje kry. Ciche westchnięcie wydostało się z moich ust, pozwoliłem przyjemności rozlać się po całym moim ciele. W tej chwili byłem chyba najbardziej bezbronną istotą w całej karczmie. Wystarczy jeden jego ruch. Tak łatwo był mi teraz w stanie skręcić kark... nie miałbym żadnych szans na obronę. Jestem całkowicie skazany na jego łaskę i niełaskę.
- Pierwszy raz natrafiam na kogoś, kto jest podniecony, kiedy go gryzę – powiedział, odsuwając się ode mnie.
- Zakładam, że każdy reaguje trochę inaczej na to ugryzienie, ale każdy czuje seksualne podniecenie, mniej lub bardziej. Ja bardziej, ale też pewnie dlatego, że żywię do ciebie uczucia, głębokie. Zresztą, masz z tym jakiś problem?Oboje możemy to... wykorzystać – odpowiedziałem, wsuwając się w jego wnętrze bez większego problemu.
<Różyczko? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz