niedziela, 11 stycznia 2026

Od Serathiona CD Eliana

 Ależ on był niedomyślny, zdecydowanie powinien nauczyć się czytać między wierszami. Wtedy wszystko byłoby prostsze. I przyjemniejsze. Ja bym na tym skorzystał, on by skorzystał… i nikt nie miałby powodów do narzekania.
- Wcale się nie dziwię - Parsknąłem cicho. - W końcu jestem piękny. Nawet gdy dochodzę, bo przecieżjesten naprawdę idealny - Dodałem z udawaną powagą, po czym uśmiechnąłem się zaczepnie. - A może na święta? Jeśli będziesz miał ochotę, moglibyśmy spróbować… zakryć oczy. - Rzuciłem tę propozycję zupełnie luźno, pomagając mu zdjąć koszulę i spodnie. Co prawda to ja miałem urodziny, ale skoro widział gorzej, naturalne wydało mi się, że się nim zaopiekuję. Dwie zapalone świeczki dawały ledwie wystarczająco światła, więc wolałem pomóc mu w tych drobnych gestach żeby przypadkiem się nie potknął, nie uderzył, nie zrobił sobie krzywdy.
- Kto miałby zakryć oczy? - Zapytał w końcu. - Ja tobie, czy ty mnie? - Pozwolił mi się rozbierać bez pośpiechu, a ja czułem na sobie jego spojrzenie uważne, niemal zachłanne, gdy to ja pozbywałem się kolejnych warstw ubrania.
- Jeśli chcesz - Zacząłem spokojnie - Mogę pokazać ci coś drobnego. Taką niewinną pieszczotę, z wyłączonym na chwilę wzrokiem.
Uśmiechnąłem się figlarnie. - A jeśli jednak nie masz ochoty… mogę zakryć swoje oczy. To całkiem przyjemne i niecodzienne doświadczenie. - Weszliśmy razem do balii. Syknąłem cicho, gdy gorąca woda objęła moje ciało, a na moment skrzywiłem się, zanim przyjemne ciepło rozlało się po mięśniach.
- Pozwól, że to przemyślę - Odezwał się po chwili. - Bo szczerze mówiąc… nie wiem, czy chcę mieć zakryte oczy.
Uśmiechnął się do mnie miękko. - Wolę na ciebie patrzeć. Gdy dochodzisz, gdy jęczysz, gdy wijesz się pode mną. Jesteś w tedy taki słodki… i uroczy. Szkoda byłoby tracić chwile, w których jesteś cały mój. Tak bardzo mi oddany. - Nie zamierzałem go do niczego zmuszać. To była tylko propozycja, jeśli kiedyś zechce, spróbujemy. A jeśli nie… cóż. Poradzę sobie bez tej jednej, drobnej przyjemności.
- Oczywiście - Odparłem spokojnie. - Ja tylko zaproponowałem. Decyzja należy do ciebie, zrobisz to, co uznasz za słuszne.
Uśmiechnąłem się pod nosem. - W końcu sam się zgodziłem, że w święta zrobię wszystko, na co będziesz miał ochotę. Tylko uważaj… jeśli będziesz zbyt ostry, mogę nie wytrzymać. A wtedy mój głos rozniesie się po całym pokoju, a może nawet dalej. - Wzruszyłem lekko ramionami. - Mnie to nie przeszkadza, ale nie wiem, czy ty będziesz chciał znosić jej złość za to, że jesteśmy tacy głośni. - Nie martwiłem się tym, że ktoś mnie usłyszy, w końcu czego miałbym się wstydzić? Bardziej obawiałem się, że mogłoby ją to jeszcze bardziej zdenerwować. Po jego dzisiejszym zachowaniu i tak pewnie była na niego cięta. A po co dolewać oliwy do ognia? Nie chciałem robić jej na złość… ze względu na niego.
- Myślę, że mam to gdzieś. Chcę cię słyszeć. I czuć. - Jego głos stał się niższy. - Chcę, żebyś był tak głośny, jak tylko potrafisz. A jeśli chodzi o nią… nie martw się. Tym zajmę się ja. - Przyciągnął mnie bliżej siebie i zanim zdążyłem odpowiedzieć, połączył nasze usta w namiętnym pocałunku.
Chętnie go odwzajemniłem, opierając dłonie na jego ramionach i delektując się tą bliskością. Czułem wyraźnie napięcie jego ciała, reakcję, której wcale nie próbował ukrywać.
- No proszę… - Zaśmiałem się cicho. - Czyżby zazdrość aż tak cię pobudzała? - Wyszeptałem, czując jego przyjaciela który drżał pod moim tyłkiem.

<Elianie? C:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz