Haru jak zawsze stara się zobaczyć te pozytywne scenariusze. Prawda była taka, że nigdy nie masz pewności. Tyle złych rzeczy może się wydarzyć... mogę nie przeżyć porodu. Mogę nie donosić ciąży. Dziecko może urodzić się martwe, bądź z jakimiś wadami, przez co długo nie pożyje. Tyle złych rzeczy może się wydarzyć... trzeba psychicznie być przygotowanym na wszystko. A on to wszystko odpycha. Chociaż, z drugiej strony, niech myśli pozytywnie. Ja myślę w ten drugi sposób, i dzięki temu mamy idealną równowagę.
– Nie jestem aż tak zmęczony – powiedziałem, tuląc się do jego ciała.
Jego bliskość... jego bliskość to coś, czego na pewno potrzebowałem. A skoro niedługo ma wrócić do pracy, musiałem korzystać z tej bliskości. To jednak dobrze dla niego. Zmieni środowisko, otoczy się innymi, mniej problematycznymi ludźmi. Jeszcze czasem muszę go z domu wygonić, by zaczął nieco bardziej aktywnie spędzać czas, z innymi, dbać o relacje. Martwi mnie to, jak niewielu miał znajomych, a jak już jakichś miał, to olewał ich dla mnie, co mi się nie do końca podobało. Nie tak to powinno wyglądać. Powinien mieć życie poza mną, poza dzieckiem. Nie będę miał mu to za złe. Znaczy, teraz na pewno zaraz się o coś obrażę, ale nic na to nie byłem w stanie poradzić. Czasem jestem tym wszystkim zmęczony. Chcę, by to się wszystko skończyło. Chciałem wrócić do swojego ciała, które tak dobrze znałem, którego byłem pewien.
– Właśnie czuję – odpowiedział, gładząc moje plecy spokojnie z miarowo. Jak tak dalej będzie robił, to z pewnością zaraz zasnę. A na to mu pozwolić nie mogłem. Powinienem robić coś więcej, dla niego. Mocno go w ostatnim czasie zaniedbałem, a tak to nie powinno wyglądać. Jestem w ciąży, owszem, ale nie oznaczało to od razu, że tylko na sobie mam się skupiać. On też tu był. Też miał swoje potrzeby, które zaniedbałem... muszę o nie zadbać, zwłaszcza, kiedy miałem choć trochę tej siły. Z dnia na dzień będę miał jej w końcu coraz mniej, brzuch będzie coraz większy, coraz bardziej będę ociężały i nieporadny... nie, powinienem wziąć sprawy we własne ręce, zadbać o niego, o siebie.
Odsunąłem się od niego, i ku jego zaskoczeniu, usiadłem na jego biodrach. Uśmiechnąłem się do niego delikatnie, kładąc dłonie na jego klatce piersiowej. Nie potrzebowałem wyostrzonych zmysłów, jak to on, by wyczuć, jak strasznie mu brakuje tego typu bliskości. Naprawdę mocno dałem ciała w tej sprawie. Muszę się poprawić.
– Zamiast spać, możemy robić inne rzeczy – odpowiedziałem, uśmiechając się do niego delikatnie. – Jesteś dla mnie taki dobry, i wspaniały, a ja ostatnio mocno cię zaniedbałem... przepraszam. Wynagrodzę ci to. Może nie będzie tak intensywnie, jak oboje lubimy, ale to wszystko wynagrodzę ci, kiedy będzie po wszystkim. I wrócę do swojego ciała – obiecałem, po czym nachyliłem się, by połączyć nasze usta w delikatnym pocałunku.
<Piesku? c:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz