Chwilę pozwoliłem mu popatrzeć na choinkę, nie mając z tym żadnego problemu. Od tej największej choinki do naszej gospody nie dzieliło nas aż tak dużo czasu. Dona naprawdę dobrze się ustawiła, albo to raczej jej mąż wybrał dobry lokal. Wielka szkoda, że prędzej patrzył na to, czy miał pełno alkoholu w szklance niż na szczęście swojej rodziny. I Lidia, i jej matka zasługiwały na coś lepszego, co im zapewniłem.
– Wiesz, może i my moglibyśmy tutaj coś podarować? – zaproponowałem, tuląc go do siebie. Co prawda, nie był jakimś cudownym grzejnikiem, ale dzięki temu pokazywałem każdemu, kto się nim zainteresował, że jest mój. Może nie robiłem tego tak agresywnie, jak to on robił nie raz, ale wydaje mi się, że wystarczająco dobrze pokazałem im wszystkim to, że należy do mnie i tylko do mnie. Chciałbym pokazać to bardziej... ale jak inaczej bym mógł? Dziwnie mi było wpychać język do gardła. Albo kłaść dłoń na jego pośladku. On się tym nie przejmował, ale jednak ja tego nie potrafiłem. Ciężko mi było pokazać coś więcej... nie, takie rzeczy możemy robić z dala od innych, w naszym pokoju.
– My? Ale co? – zapytał, odwracając głowę w moją stronę.
– Jakąś własnoręczną ozdobę. Możemy na przykład sklecić jakąś gwiazdę z szyszek... albo tutaj obok jest warsztat, za drobną opłatą dostaniemy czyste bombki i materiały do ozdobienia. Co ty na to? – zaproponowałem, nie mając z tym problemu.
– Ale po co? I co się później stanie z takimi bombkami? – spytał, delikatnie przekrzywiając głowę. Ależ on był uroczy... idealny do schrupania.
– Okres świąteczny się skończy, choinka zostanie rozebrana, a ozdoby schowane, i poczekają na kolejne święta. Albo dadzą na inne choinki, albo na tą samą. O Ile przetrwają, bombki też się mogą stłuc. Sądzę jednak, że to fajna sprawa, zostawić coś od siebie w tym mieście. I w każdym następnym, w którym zostaniemy na dłużej – mówiłem, przyglądać się mu z uwagą. Tak, to chyba ciekawy sposób na zwiedzanie świata. Teraz może być to bombka na wielkiej choince, a w następnym napis na murze, wycinek na drzewie. Cóż, zobaczymy, jak nas życie poprowadzi.
– To... bardzo dziwny pomysł. A ja lubię dziwne pomysły – stwierdził, uśmiechając się ładnie. – To gdzie ten warsztat?
Pociągnąłem go w stronę odpowiedniego budynku, gdzie w środku poprosiłem o dwie czyste bombki. Następnie usiedliśmy w kącie, i zaczęło się ozdabianie. Ja się starałem, by bombka była wizualnie ładna. Natomiast Serathion... on miał zupełnie inną wizję.
– Co to jest? – zapytałem, wskazując na jego bombkę.
– Jak to co? To ja, to ty – wskazał odpowiednio krzywe postacie.
– Domyślam się, patrząc na to, jakie im włosy dałeś. A co oni robią? – dopytywałem dalej.
– To, co potrafią najlepiej. Ruchają się – uśmiechnął się do mnie rozbrajająco, a mi ręce opadły. Znaczy, coś tak czułem, ale miałem nadzieję, że to ja się mylę.
– Ty tak na poważnie? To jest znak, jaki chcesz tu zostawić? – spytałem, trochę tak załamany jego pomysłem.
<Różyczko? c:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz