piątek, 9 stycznia 2026

Od Serathiona CD Eliana

 Czy wyglądałem tak młodo? Cóż, to było dosyć ciekawe porównanie. Patrząc jednak na to, jak prezentują się wampiry mojej klasy, faktycznie mogłem przypominać uroczego młodzieńca, mającego szesnaście 
lat jak twierdzi, który bez większego wysiłku przyciąga ku sobie niejedną ofiarę.
- Cóż, jestem piękny i wiecznie młody - Stwierdziłem z rozbawieniem, posyłając mu słodki uśmiech. - Nie mogę przecież wyglądać gorzej ani zbyt dojrzale. - Zauważyłem, ukazując rząd swoich pięknych białych zębów..
Odruchowo rozejrzałem się dookoła. Dostrzegłem spojrzenia mężczyzn i kobiet, które na mnie spoczywały ach, jak ja uwielbiam, gdy ludzie na mnie patrzą. Gdy jednak zauważyłem wzrok Eliana, wyraźnie niezadowolony z tej uwagi, uniosłem się na palcach i połączyłem nasze usta w namiętnym pocałunku. Chciałem, by wszyscy widzieli, że już kogoś mam… i ktoś ma mnie.
- Może skoro jest ci zimno, wrócimy do pokoju? - Zaproponowałem, uśmiechając się do niego uroczo. - Tam łatwiej się rozgrzać. - Wymruczałem, oblizując swoje wargi.
- Rozgrzać? - Zapytał z tym swoim dobrze mi znanym uśmiechem, który mówił więcej niż tysiąc słów. - Czyżbyś chciał, żebym cię… przeleciał? Jeszcze ci mało?
- Rany, Elianie, co z tobą jest nie tak? - Odparłem, nie przestając się do niego uśmiechać. - Dlaczego ty zawsze myślisz tylko o jednym? Przecież ja nie mam w głowie wyłącznie takich brzydkich rzeczy. - Prawda była taka, że naprawdę myślałem o nim, o jego komforcie, o tym, żeby było mu dobrze. Tym bardziej teraz, gdy każdy krok przypominał mi, że chwilowa przerwa w bardziej intensywnych przyjemnościach byłaby rozsądnym pomysłem. - Myślę tylko o twoim dobru - Dodałem cicho.
- Oczywiście - Mruknął, wyraźnie chcąc mnie jeszcze trochę podroczyć, choć ostatecznie odpuścił. Tłum wciąż go krępował. Ach, Elian… zdecydowanie powinien być odważniejszy. Przecież odrobina romantyzmu nikomu jeszcze nie zaszkodziła.
- Myślę, że gdyby tak nie było, już dawno pozwoliłbym ci zginąć - Rzuciłem z udawaną obojętnością, wzruszając ramionami, po czym splątałem nasze palce.
Nie drażniąc się z nim dalej, ruszyłem powoli w stronę gospody. Po drodze zerkałem na stragany, notując w myślach rzeczy, które mogłyby się przydać na święta. Smycz, obroża, kokardki… a może jakaś skóra? Wyglądała kusząco, choć wiedziałem, że Elian liczy w tamtym dniu, na coś innego. Skórę zostawię więc na inny dzień, taki idealny tylko dla nas.
Nagle Elian pociągnął mnie w przeciwną stronę, czym nieco mnie zaskoczył. Myślałem, że skoro jest mu zimno, wrócimy do pokoju, ale najwyraźniej miał inny plan. Nie protestowałem, byłem ciekaw, co chce mi pokazać.
- Spójrz - Powiedział, wskazując przed siebie. - To największa choinka w wiosce. Każdy mieszkaniec dokłada do niej coś od siebie. - Zaskoczyło mnie to.
- Każdy może coś powiesić? Dlaczego? Po co? - Dopytał, unosząc jedną brew ku górze. 
- Trudno powiedzieć - Odparł, przyciągając mnie bliżej. - To pewnie ich mała świąteczna tradycja. - Wytłumaczył, w miarę logicznie. 
- Nie do końca to rozumiem - Przyznałem, opierając głowę na jego ramieniu. - Ale muszę przyznać… wygląda naprawdę ładnie. - Zapewniłem, naprawdę podziwiając to dziwne dla mni wydarzenie. 

<Elianie? C:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz