Trochę nie rozumiałem, skąd to pytanie się wzięło. Owszem, będzie dla mnie ciężko. Nie nadawałem się do takich rzeczy. A im dłużej siedziałem z dziećmi, tym bardziej obawiałem się o to, że mój wpływ ich zniszczy. Mikleo... cóż, Mikleo już dawno zniszczył, jakby nie patrzeć. Skoro jest w stanie poświęcić swoje życie dla demona, szukał dla mnie duszy, nie ma dla niego już nadziei. Ale dla nich? Jeszcze są młode. Pełne dobra. Nie chciałbym tego nigdy niszczyć.
– Daj spokój. Raz na jakiś czas mogę przeboleć. Martwię się tylko, jak bardzo zaszkodzi to dzieciakom – tutaj westchnąłem cicho, gładząc jego plecy. – Raz na rok mogę to przeżyć. Chociaż trochę pouczestniczę w wychowaniu dzieciaków – dodałem, nie ukrywając smutku w głosie. Już są takie duże... a ja, przez moje bycie demonem tyle straciłem. Bałem się jednak, że ich zdegeneruję, jak to ma przecież miejsce z Mikim. I jeszcze ten Bóg by ich ukarał, jak mojego męża. Nie chciałbym tego dla nich. Nie zasługują. To wspaniałe dwa anioły, które mają całe życie przed sobą... podobnie jak Miki. A zdecydował się utknąć tu ze mną. Nie przesadzam, kiedy mówię, że bez niego bym jej żył. Po co bym miał żyć? On jest całym sensem mojego istnienia. Po to tu jestem, by go chronić, być przy nim i pilnować, by nic złego się nie stało.
A i tak największym złem dla niego jestem ja sam.
– Nie powinieneś się tak wycofywać – zaczął cicho, i niepewnie.
– Poniekąd masz rację, nie powinienem. Potrzebują ojca, zgadza się. Ale z drugiej strony, może moja większa obecność by ich zniszczyła? Już ty cierpisz za to, że mnie kochasz. Nie chcę, by i one musiały płacić za to cenę – wyjaśniłem, zakładając kosmyk jego włosów za ucho. – No już, nie martw się. Kocham ciebie, i całą moją rodzinę, dla was zrobiłbym wszystko, niezależnie od ceny – obiecałem, składając na jego czole pocałunek.
– Oczywiście, jak na złego demona przystało – pokręcił z niedowierzaniem głową.
– Jak na demona, jestem naprawdę dobrym demonem – wymruczałem, przesuwając dłonie na jego pośladki. Że też miał normalne spodnie... gdyby nie to, że spaliśmy w salonie, to byłby ubrany w moją koszulę, tylko i wyłącznie, ale że się wstydził dzieciaków, miał na sobie luźne spodnie. I moją koszulę, ale co to za pocieszenie? Jego ciało jest tak strasznie zakryte... nie podobało mi się to. Lubiłem podziwiać go w całej okazałości. Albo w sukienkach. Jakoś te sukienki podkreślały jego najlepsze atuty; smukłe nogi, idealną talię, drobną twarzyczkę i te włosy, te piękne włosy... ależ on był idealny. Zdecydowanie nie ma osoby, która jest lepsza od niego, ani jak chodzi o wygląd, ani jak chodzi o charakter. Jest... idealny. I mój, tylko mój. Nikomu bym go nie oddał.
– Bo jestem bardzo dobrym demonem. Ale tylko dla mojej pięknej Owieczki – odparłem, po czym połączyłem nasze usta w namiętnym, żarłocznym pocałunku.
<Owieczko? c:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz