sobota, 10 stycznia 2026

Od Eliana CD Serathiona

 Na jego słowa uśmiechnąłem się delikatnie. Tak właściwie, jak tak samo wspaniałomyślny, jak i ja. On pozwolił mi poznać bliżej siebie, co uczyniłem i ja. Chociaż, ja i tak za wiele robić nie musiałem. Nigdy nie byłem skryty. Małomówny owszem, ale jak już coś mówiłem, to zawsze na temat. Zresztą, jak się mnie o coś pytał, to zawsze odpowiadałem. A on tak strasznie dużo lubi pytać. Tak właściwie, jeszcze z nikim nigdy aż tyle nie gadałem. Widziałem jednak urok w jego pytaniach, był jak dziecko, które poznaje świat. 
I to dosłownie, bo tylko niedojrzały dzieciak wpadłby na pomysł, by zrobić na bombce obrazek dwóch rżnących się ze sobą osób. Coś czuję, że to będzie jedna z tych ozdób, które przypadkiem się zniszczy... no, ale na te święta niech jeszcze się cieszy. Niech wisi, i gorszy każdego, kto ją zobaczy. Tyle dobrego, że nie można nas z tym połączyć, ludziki były bardzo proste, jedynie po włosach możnaby się domyślić. 
– Dziękuję ci za wspaniałomyślność, o wielki lordzie – odparłem, kłaniając się przed nim teatralnie. – Ja, twój skromny sługa, jestem wdzięczny za ten zaszczyt. 
– I lepiej bądź. Nie dla każdego jestem taki dobry – odpowiedział, wyciągając dłoń w moją stronę tak, bym ją pocałował. Uśmiechnąłem się rozbawiony, a następnie chwyciłem ją i zbliżyłem ją do swych ust, by zostawić na jej wierzchu pocałunek. – A teraz wracajmy, nimi się tu zamrozisz. 
– Oj, z wielką chęcią – z ulgą przyjąłem jego propozycję i pociągnąłem go do siebie. – Zanim udamy się na górę, zjadłbym coś ciepłego. I się napił. Jeśli więc nie chcesz tam ze mną siedzieć i znosić komentarzy Dony, możesz iść na górę. Postaram się szybko do ciebie dołączyć. 
– Z chęcią z tobą posiedzę. Aż tak bardzo mi one nie przeszkadzają, a tak na górze co ja będę robił? Tylko się nudził – odparł, wzruszając ramionami. 
– Będziesz miał chociaż szansę porozmawiać z kimś bardziej inteligentym – zaproponowałem, uśmiechając się lekko. Dalej uważam, że rozmawianie z pluszakami było urocze. Dziwne, ale urocze, i zrozumiałe. Skoro był tyle lat sam we własnej posiadłości, na pewno nie raz rozmawiał sam ze sobą, mówiąc do obrazów, lub róż, lub pewnie to rzucał w eter. 
– Nie kuś, diable – posłał mi zawadiacki uśmieszek. – Zresztą, tak łatwo się mnie nie pozbędziesz. Moje urodziny, więc decyduję, i zdecydowałem, że chcę posiedzieć tam na dole z tobą. 
– Ależ oczywiście, mój panie. Nie śmiałbym ci w takim dniu czegokolwiek zabraniać – odpowiedziałem, otwierając przed nim drzwi i wpuszczając go pierwszego. Serathion wybrał stolik w kącie, siadając tak, by mieć widok na wszystkich. Nic dziwnego, bardzo lubił obserwować ludzi, co było trochę przerażające. – Poczekaj chwilę. Pozwól, że zdejmę twój płaszcz. 
– No proszę, jaki z ciebie dżentelmen – pokręcił rozbawiony głową. 
– Jedyny w swoim rodzaju – uśmiechnąłem się do niego rozbrajająco, wieszając jego płaszcz w przeznaczonym do tego miejscu. – Zaraz wrócę. Nie chcesz może napić się jakiegoś wina? – zaproponowałem, doskonale zdając sobie sprawę, że wampiry jego pokroju mają do tego trunku słabość. 

<Różyczko? c:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz