Od razu pokręciłem przecząco głową. Alkohol źle mi się kojarzył. Był drogi, uzależniający, i prowokował człowieka do rzeczy, do których bez alkoholu nie byłby zdolny. Nie, to nie dla mnie. Dobrze mi bez niego. W końcu, jest tyle innych napitków, i smaczniejszych, i zdrowszych, i łatwiej dostępnych. Kiedy tylko spotykam się z alkoholem, zazwyczaj powoduje coś złego. Moja mama została zabita przez pijaka. Dona i jej córka były bite regularnie przez alkoholika, który powinien chronić swoją rodzinę. A ile na ulicy było znieczulicy, brutalności i okrucieństwa... jeden łyk by mnie pewnie nie uzależnił, owszem. Ale nie odczuwałem potrzeby próbowania.
- Nie, dziękuję, mam swoje postanowienia, i będę się ich trzymał – powiedziałem spokojnie, odsuwając od siebie kieliszek. Wampiry wyższe, z jakiegoś dziwnego powodu, często porównywały wino do krwi. Dlaczego, nie wiem. Może dla nich trochę smakowała jak krew? Albo to ze względu na ten wygląd? Nie wiem, ale mi o nie przeszkadzało. Raz na jakiś czas mogę mu zamówić lampkę, albo butelkę, zwłaszcza, jak będzie chciał towarzyszyć mi podczas posiłków tutaj, na dole. Coś będzie robił, więc nie będzie zwracał na siebie aż takiej uwagi, jak gdyby siedział bez niczego.
- Szanuję. I nie zmuszam. Tylko zaproponowałem – powiedział, upijając kolejny łyk. - Przedziwne odczucie. Poniekąd, jest to niedobre... ale z każdym kolejnym łykiem jest coraz lepsze. Naprawdę tacy jak ja to piją? - zapytał, jakby nie mógł w o uwierzyć.
- Z każdym, z którym miałem do czynienia tak, lubili wino. Nie wiem, dlaczego, mnie się nie pytaj. Też, żadnego innego alkoholu nie tykali raczej. Może to przez wygląd? - zasugerowałem parząc, jak bierze kolejny łyk. Wampiry raczej się upić nie mogły, więc nie przeszkadzało mi to bardzo. A może jednak jest taka możliwość? W przeciwnym razie, po co mieliby to pić? Muszą coś z tego mieć. To jest rasa, która robi coś z jakiegoś powodu. Krew do przeżycia, seks dla przyjemności, a wino... wino po co im? Też coś z tego muszą mieć.
- Hmm... ciekawe porównanie – powiedział, przez chwilę patrząc na mnie. Zaraz jednak jego spojrzenie skierowało się gdzieś w bok. Odwróciłem się w stronę jego spojrzenia, i ujrzałem Donę niosącą moje zamówienie. Uśmiechnęła się do mnie promiennie, chociaż i tak udało mi się wyczuć niechęć bijącą w stronę mojego partnera. Może... może kiedyś się do niego przekona. Albo chociaż zaakceptuję. Nie oczekuję od niej wiele. Nie chciałbym od niej wiele. Wystarczy, że by go poznała. Owszem, ma swoje odpały, dziwne myśli i pomysły, ale ja już swoje wiedziałem. W głębi duszy jest dobry, nawet jeżeli on uważa inaczej, bo przecież jest bezwzględnie okrutnym wampirem.
- Proszę, mój drogi. Mam nadzieję, że ci będzie smakować – powiedziała grzecznie kobieta, stawiając przede mną talerz pełen smakowitości, i do tego świeżo zaparzone zioła. Czy może być coś lepszego? Niektórzy mężczyźni by woleli piwo zamiast ziół, i później oponka im rośnie, bo to alkohol też powoduje.
- Dziękuję ci bardzo – przyznałem zachwycony, przysuwając do siebie talerz. - Bosko pachnie.
- Jedz, jedz, miernie wyglądasz. Odkąd z nim jesteś, mniej jesz – pogroziła mi palcem i odeszła, pozostawiając dodatkowe komentarze dla siebie.
- Nie było najgorzej – rzuciłem lekko, zabierając się za pochłanianie pieczeni. Mój panie, jaki ten dzik był przepyszny. Zdecydowanie tego mi brakowało.
<Różyczko? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz