czwartek, 8 stycznia 2026

Od Eliana CD Serathiona

 Coś tam się działo wokół mnie, ale co dokładnie? Nie do końca byłem świadom. Było mi tak...  błogo. Miałem wszystko. Miękkie łóżko, ciepłą kołdrę i Serathiona, który jest tuż obok, o czym świadczy zapach róż. To było bardzo przyjemne doznanie. Miałem... wszystko, a nawet więcej, niż bym chciał. Przy nim moje życie naprawdę się zmienia. I pomimo tego, że codziennie mnie osłabiał, czułem się przy nim znacznie silniejszy. Jakbym mógł góry przenosić, chociaż nie ma to żadnego sensu. 
W pewnym momencie poczułem, jak coś, a może raczej ktoś usiadł na moich biodrach, ocierając się o moje krocze. To było jeszcze bardziej przyjemne... Jeszcze będąc mało świadomy, położyłem dłoń na jego biodrach, przyciągając go bliżej siebie, i dopiero wtedy otworzyłem oczy, uśmiechając się zawadiacko. 
– Jeszcze ci mało? Wampiry są wiecznie niewyżyte – westchnąłem ciężko, kładąc bezceremonialnie ręce na jego pośladki. Te pośladki należały do mnie, i tylko ja z nich mogłem korzystać, i macać, jak tylko miałem ochotę. 
– Ja niewyżyty? – prychnął cicho, oburzony. – Nudziło mi się. Chciałem cię obudzić – dodał, pusząc policzki. 
– Jakież to straszne – pokręciłem z niedowierzaniem głową. – Słońce chociaż już zaszło? 
– Cóż... niedługo zajdzie. Ale tak strasznie mi się nudziło bez ciebie – uśmiechnął się do mnie ładnie. Niesamowite. Przez trzy minuty obejrzałem u niego cały wachlarz emocji. – Poza tym... są moje urodziny, tak? Powiedziałeś, że mam robić to, na co mam ochotę. A teraz mam ochotę na to, byś wysłał, i zwrócił na mnie uwagę. 
– Ależ oczywiście – pokręciłem rozbawiony głową, bez problemu podnosząc się do siadu. W sumie, i tak powinienem wstać. Ogarnąć siebie, jego, i przynieść pranie z dołu. I może zrobić kolejne? Myślę, że w godzinę się wyrobię, tak, byśmy mogli wyjść tuż po zmierzchu. – Wstałem. I na co teraz mój szlachetny solenizant ma ochotę? – dopytałem, drażniąc jego piękną skórę. 
– Solenizant? – powtórzył, przekrzywiając swoją głowę tak strasznie uroczo. 
– Solenizant. Jesteś solenizantem, bo obchodzisz dzisiaj urodziny – wyjaśniłem mu spokojnie, uśmiechając się lekko. – A gdybyśmy obchodzili rocznicę, na przykład związku, to wtedy bylibyśmy jubilatami – dodałem, podnosząc się z łóżka, wcześniej przenosząc go na materac. – I chociaż bardzo bym chciał teraz poświęcić ci czas, muszę się ogarnąć. 
– Jeszcze zdążysz – wymruczał, chwytając moje dłonie. – Możemy zrobić to później, a teraz... teraz chodź tu do mnie. Zajmij się mną – poprosił, uśmiechając się do mnie zalotnie. 
– Ileż ty możesz znieść, co? – spytałem, obserwując go uważnie. Wziąłem go trochę brutalnie, nie bawiąc się w tą całą delikatność i zmysłowość. Oczywiście on tego chciał, nie zmusiłbym go do czegoś, czego nie chce. Nie kręciłoby mnie to. Jak mogłoby? Zmuszanie kogoś do seksu jest jedną z najokrutniejszą rzeczy, jaką człowiek może zrobić drugiemu człowiekowi. – Zbyt słabo cię wyruchałem? Dupa cię jeszcze nie piecze? – wyszeptałem mu do ucha, uśmiechając się do niego zadziornie. 

<Różyczko? c:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz