Nie byłem pewien, czy powinienem się z nim umyć. Nigdy nie wiadomo, może niechcący zrobiłbym mu krzywdę. Z drugiej jednak strony… skoro wcześniej się kochaliśmy i nic złego mu się nie stało, to i tym razem raczej nic nie powinno wydarzyć się z mojej winy. Ta myśl w końcu mnie uspokoiła.
- No dobrze - Powiedziałem w końcu z lekkim uśmiechem. - Skoro tak bardzo ci na tym zależy, wykąpiemy się razem. Zapraszam do wspólnej kąpieli. - Ująłem jego dłoń i poprowadziłem go do łazienki, gdzie wszystko było już przygotowane. Ciepła para unosiła się w powietrzu, a przyjemny zapach mydła działał kojąco na zmysły.
Wspólna kąpiel okazała się zaskakująco przyjemna. Niby nic szczególnego się nie wydarzyło, żadnych wielkich gestów, żadnych słów, które zmieniłyby świat, a jednak było w tym coś niezwykle bliskiego. Już dawno nie spędzaliśmy razem czasu w taki sposób. Zawsze coś stawało na przeszkodzie. Raz wstydził się swojego ciała, innym razem nie miał ochoty albo brakowało nam czasu. Z czasem nawet ja przestałem o tym myśleć i tak zwykłe kąpiele zaczęły odbywać się osobno. Dopiero teraz uświadomiłem sobie, jak bardzo brakowało mi tej prostoty, samej obecności drugiej osoby, bez pośpiechu i bez oczekiwań.
Gdy poczułem, że woda zaczyna stygnąć, zaproponowałem, byśmy wyszli z łazienki. Nie chciałem, żeby mój panicz się przeziębił, ani dla jego dobra, ani dla dobra naszego maleństwa.
- Nie jest ci zimno? Może chcesz już wyjść? - Zapytałem, widząc w jego oczach lekkie zawahanie.
- Może odrobinę - Przyznał cicho. - Ale muszę powiedzieć, że nawet w chłodnej wodzie miło spędza się z tobą czas. - Było w tym coś tak słodkiego, że aż ścisnęło mnie w środku, choć wiedziałem, że zdecydowanie zasługuje na coś przyjemniejszego niż lodowata kąpiel.
- Rozumiem - Odpowiedziałem łagodnie. - Ale wolałbym, żebyśmy leżeli razem w łóżku, a nie marzli w zimnej wodzie - Pomogłem mu wyjść z wody. Starannie otuliłem jego ciało ręcznikiem, dbając o każdy ruch, jakby był czymś najcenniejszym na świecie. Pomogłem mu się ubrać, dopiero potem zająłem się sobą. Gdy skończyłem, ruszyłem do sypialni, gdzie już na mnie czekał, leżąc w łóżku i obserwując mnie spokojnym, ciepłym spojrzeniem.
- Potrzebujesz jeszcze czegoś, zanim się położę? - Zapytałem. - Jesteś głodny? A może spragniony? - Dopytałem, tak dla zasady.
- Mam wszystko, dziękuję - Odparł. - Do szczęścia potrzebuję tylko ciebie. - Nie brzmiało to jak puste słowa. Widziałem to w jego oczach i czułem w jego głosie. Położyłem się więc obok niego i przytuliłem go do siebie, pozwalając, by cisza zrobiła resztę.
- Kocham cię - Wyszeptałem, całując go w czoło, obejmując ramionami tak, jakbym chciał ukryć go przed całym światem.
- I ja ciebie kocham, Haru - Odpowiedział cicho.
Zamknął zmęczone oczy i powoli zasnął w moich ramionach, a ja jeszcze przez chwilę czuwałem, wsłuchując się w jego spokojny oddech. Nim tak jak on, powoli odpłynąłem do krainy snów, mając u boku mojego pięknego panicza, przy którym chce się żyć.
<Paniczu? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz