czwartek, 8 stycznia 2026

Od Mikleo CD Soreya

Czy naprawdę mieliśmy przygotować dwanaście potraw? Chyba nie. To byłoby faktycznie za dużo, poza tym nasze dzieci nie wszystko lubią jeść. Nie widziałem sensu w robieniu czegoś, co później musielibyśmy jeść na siłę tylko dlatego, że tak właśnie wypada.
- Nie, dwanaście potraw to zdecydowanie przesada - Odezwałem się po chwili namysłu. - Myślę, że na Wigilię powinna pojawić się ryba, barszcz i pierogi. Mogę też upiec jakieś ciasto… i w zasadzie tyle. Co jeszcze właściwie się robi? - Musiałem na moment przerwać, żeby poukładać myśli i upewnić się, że o niczym nie zapominam.
- Mnie nie pytaj - Odpowiedział bez wahania. - Ja nie wiem, co trzeba postawić na stół wigilijny. - Stwierdził to dokładnie tak, jak się spodziewałem. Wcale mnie tym nie zaskoczył.
- Wiem, Sorey, wiem - Odparłem cicho, poprawiając się w jego ramionach...
Leżałem tak chwilę, myśląc uważnie o tym, co faktycznie powinno znaleźć się na naszym wigilijnym stole, nie z obowiązku, ale z potrzeby stworzenia czegoś ciepłego i rodzinnego. Czegoś tylko naszego.
- Na pewno muszę zastanowić się nad rybą - Zacząłem po chwili. - Karp odpada, dzieci go nie lubią, więc trzeba pomyśleć o czymś innym… pewnie droższym. - Spojrzałem na niego znacząco. - Wiem, że to ci się nie spodoba, bo uznasz to za niepotrzebne wydawanie pieniędzy - Dodałem z lekkim uśmiechem. - Ale inaczej ryba i tak by się zmarnowała. Lepiej kupić coś, co faktycznie zjedzą. - Westchnąłem cicho, kontynuując. - No i jakieś danie z kapusty. Może ryba w marchewce… i chyba wystarczy. Może nie będzie dwunastu potraw, ale myślę, że nasze dzieci to przeżyją. Dla nich i tak najważniejsze będą prezenty. - Zakończyłem, patrząc na niego wciąż nieco zaspanym spojrzeniem..
Mój mąż tylko kiwnął głową. Położył dłoń na moim policzku i złożył delikatny pocałunek na moich ustach.
- Zrobisz to, co uznasz za słuszne - Powiedział spokojnie. - To ty, nie ja, znasz się na świętach. - Miał rację. Znałem się trochę na świętach i to całkiem dobrze. W dużej mierze dzięki niemu. Kiedyś nauczył mnie naprawdę wiele. I wiedziałem, że jeśli tylko kiedyś będzie chciał, z przyjemnością mu o tym wszystkim przypomnę.
- Pomyślę o tym później - Przyznałem, nie chcąc jeszcze zaprzątać sobie tym głowy.
Wtuliłem się w jego ciało, chcąc choć na chwilę znów zamknąć oczy. Skoro i tak nie musiałem wstawać, to po co próbować? Przy nim było mi po prostu dobrze. Ciepło, spokojnie i bezpiecznie. Tak przyjemnie, że aż nie chciało się ruszać.
- Sorey - Zacząłem cicho, nawet na moment nie otwierając oczu.
- Słucham cię, owieczko - Odpowiedział miękko, gładząc mnie po głowie. Ten prosty gest był zaskakująco kojący i sprawiał, że uśmiech sam cisnął się na usta.
Przez chwilę zawahałem się, jakby nie chcąc psuć tej chwili.
- Dasz radę przetrwać te święta? - Zapytałem, otwierając oczy. -
- A dla czego bym nie miał dać rady? - Zapytał, unosząc jedną brew ku górze. 
- Bo widzę i wiem ile cię to kosztuję, nie chce abyś sie dla nas za bardzo poświęcał - Wyszeptałem, podnosząc się do siadu, aby spojrzeć w jego oczy, które nigdy nie potrafiły mnie okłamać.

<Pasterzyku? C:> 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz