poniedziałek, 4 września 2023

Od Mikleo CD Soreya

Zadowolony byłem z tego, że mój mąż ubrał koszulkę na swoje ciało, co jak co ale tylko ja mogę go podziwiać w całej jego okazałości, jego ciało jest boskie i nie chce, aby inni to widzieli.
- Od razu lepiej - Przyznałem, podając mu grabie, którymi miał zabrać się do pracy.
- Dla kogo, bo na pewno nie dla mnie - Mruknął, obrażony pod nosem zabierając się do pracy, no cóż, gdyby był grzeczny i od razu mnie posłuchał, nie byłoby najmniejszego problemu, ja bym mu nie groził, a on nie byłby obrażony, a tak może i jest obrażony, ale ubrany porządnie a tylko to się dla mnie liczy.
Wspólnie pracowaliśmy w milczeniu, nie zwracając uwagi jeden na drugiego, bo przecież mój szanowny mąż był na mnie obrażony a wszystko to moja wina, bo powiedziałem, co mi się nie podoba.
W międzyczasie naturalnie, gdy praca wrzała, nasze małe szkraby musiały się obudzić, nie mając wyjścia, porzuciłem całą pracę wcześniej wykonywaną, idąc do kuchni przygotować malucha jedzenie, kiedy to ich tatuś właśnie po nie poszedł i takim o to sposobem musieliśmy na dłuższą chwilę, a nawet można powiedzieć na całą resztę dnia, gdyż maluchy były najważniejsze, nic więcej nie miało znaczenia przynajmniej na ten czas.
Spędzając czas z dziećmi, zabraliśmy je na dwór, aby chociaż troszeczkę wymęczyć nasze szkraby mające mnóstwo energii jak to u dzieci już bywa.
Siedząc nad jeziorem, gdzie maluchy bawiły się na kocu z tatą, skupiłem się przez chwilę na otoczeniu, mając dziwne wrażenie, że już niebawem coś się wydarzy, mój zmyły jeszcze nigdy mnie nie zawiódł, z powodu czego zacząłem się odrobinę martwić. 
- Miki halo ziemia do Mikleo - Usłyszałem głos męża, który sprowadził mnie na ziemię, przypominając mi o Bożym wciąż istniejącym wokół mnie świecie.
- Mówiłeś coś? Przepraszam, nie słyszałem - Przyznałem, uśmiechając się do niego niewinnie. - Coś ważnego nie ominęło? - Dopytałem, nie chcąc, aby sobie pomyślał, że go ignoruje, bo przecież tak nie jest, wredny jestem, ale bez przesady, znam umiar i wiem, kiedy mogę sobie na to pozwolić, aby nie przesadzić.
- Coś się dzieje? - Podpytał, chwytając moją dłoń, chcąc abym całą swoją uwagę skupił tylko na nim.
- Nic mi nie jest, tylko się zamyśliłem, nie musisz się martwić - Zapewniłem, całując go w czoło, wstając z koca. Nie chciałem, aby się martwił, moje przeczucie mogło być błędne, nic tak naprawdę nie musi się wydarzyć, a martwienie go nie ma najmniejszego sensu, niech żyje spokojnym życiem, a gdy naprawdę jednak pojawi się problem, powiem mu, oby tylko nie za późno..
- Dzieci są już zmęczone, wracajmy już do domu - Poprosiłem, biorąc Haru na ręce, całując go w czoło.
- Jesteś pewien, że nic się nie wydarzyło? Nie wygląda na to, jakby było wszystko w porządku - Powiedział, podnosząc Hane z koca, zabierając ze sobą i owy przedmiot, który przerzucił przez ramię, wracając ze mną do domu.
- Tak, jestem pewien, nic się nie dzieje - Uspokoiłem go, wracając z rodziną do domu, gdzie pozostało nam nakarmić nasze maluszki i położyć je spać. Na nasze szczęście Hana i Haru to bardzo grzeczne dzieci, dzięki czemu mogliśmy wspólnie spędzić czas razem. 
- Jesteś pewien, że wszystko gra? - Zapytał, kładąc dłonie na moich ramionach, zaczynając je masować.
- Tak Sorey, tylko się zamyśliłem, to nic złego czasem się zdarza, nie przejmuj się mną - Poprosiłem, odwracając się w jego stronę, uśmiechając się do niego ciepło. - Może zajmijmy się czymś innym, bardziej przyjemnym, co ty na to? - Zaproponowałem, patrząc z łagodnym uśmiech na jego cudną twarz.

<Pasterzyku? C:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz