poniedziałek, 4 września 2023

Od Soreya CD Mikleo

 Nie do końca miałem na myśli robótki ogrodowe, kiedy wspominałem o chwili czasu dla tylko naszej dwójki. Wtedy w głowie miałem bardziej coś intymnego, jak na przykład naszą sypialnię, łóżeczko i tylko naszą dwójkę... w końcu, czy istnieje jakieś milsze spędzenie czasu, jak kochanie się? Zwłaszcza, że ostatnio za często nie mieliśmy ku temu okazji. Najpierw ja byłem chory, później on zmęczony, do wczoraj ja byłem zmęczony, no ale dzisiaj się wyspałem, odpocząłem... niesamowite, że człowiek się troszkę wyśpi i już może zwojować świat. Znaczy się, nie człowiek, a anioł, bo ja teraz aniołem jestem, ale czasem zdarza mi się zapominać o tym. Pracuję trochę z ludźmi, i tak niewiele się od nich różniłem. Jestem tylko troszkę bardziej wytrzymały i strasznie podatny na jakikolwiek chłód. No i też mam rzecz jasna skrzydła i moce, ale i tak za bardzo z nich nie korzystałem, bo nie miałem za bardzo ku temu powodów. 
Skoro jednak Mikleo stwierdził, że mam mu pomóc w pracach ogrodowych, no to mu pomogę w pracach ogrodowych, mimo, że nie tego chciałem. No ale czy zawsze się dostaje się tego, czego chce? Niekoniecznie. Nie chcąc, by mój mąż kazał na mnie czekać, włożyłem na siebie jakiś takie luźne spodnie nawet nie zakładając na siebie koszuli, bo i po co? Zaraz się zmacham i mi ciepło będzie. No a nawet jakbym był troszkę wychłodzony, no to Miki potem może mnie rozgrzać... o ile oczywiście zdążymy. Dzieci jeszcze śpią, ale spać wiecznie nie będą... no nic, zobaczymy, jak to będzie. 
- Sorey, ale bardzo cię proszę, załóż coś na siebie – poprosił Mikleo, kiedy tylko pojawiłem się obok niego. 
- No założyłem przecież. Gdzie są grabie? Pomogę ci troszkę to podwórko ogarnąć – odparłem, nie za bardzo tym przejęty.
- O koszuli mówię. Nie jest ci zimno? – wyjaśnił, przyglądając mi się uważnie. 
- No jest, bo stoję i nic nie robię. Ale jak tylko mi coś dasz do roboty, no to się rozgrzeję i już mi zimno nie będzie – odpowiedziałem, szeroko się do niego uśmiechając. 
- Powtórzę raz jeszcze, załóż coś na siebie. Nie chcę, by się na ciebie ludzie patrzyli – powiedział już troszkę bardziej dosadnie, nie spuszczając ze mnie wzroku. 
- Nikogo nie ma na zewnątrz, nikt na mnie nie patrzy – zauważyłem, rozglądając się dookoła. Zresztą, jakich mam tu sąsiadów? Niewiele tu domów, i jeszcze mniej ludzi, i jak już ludzie tu są, to raczej ci starsi. Myślę, że starsi ludzie mają ciekawsze rzeczy do roboty niż gapienie się przez okno. Niech wnuki bawią, czy coś takiego. 
- Jeszcze byś się zdziwił. Albo założysz na siebie koszulę, albo ja założę krótkie spodenki – zagroził, co mi się tak niezbyt podobało. A to szantaż był nieczysty. Przepraszam bardzo, ale dlaczego mam zakładać koszulę? Na mnie się nikt nie gapi. I nie rzuca dziwnych komentarzy. A na niego ludzie już z chęcią się patrzą, no bo mój mąż jest bardzo atrakcyjny, ale niezbyt mi się to podobało. Znaczy się, to, że się ludzie na niego gapią, a nie to, że jest atrakcyjny, bo już to drugie strasznie mi się podobało. 
Wiedząc, że z tym argumentem nie wygram, wróciłem na chwilę do domu, by coś tam na siebie narzucić, i wróciłem z powrotem do Mikleo, by mu pomóc w tych wszystkich pracach, choć już nie miałem aż tak dobrego humoru, jak jeszcze chwilkę temu.  

<Owieczko? c:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz