Miki jak zawsze spisał się znakomicie, doskonale wiedząc, czego chcę i co moje ciało uwielbiało najbardziej. Aż poczułem się źle, że mój mąż daje mi tyle przyjemności, a ja mu tylko masaż, który chyba aż tak dobry nie był. Zaraz jednak zamierzałem mu to wynagrodzić, i to bardzo porządnie. Tylko żeby mój Miki był wystarczająco cicho, no bo z tym mały problem miał. W razie czego, będę mu służyć pomocną dłonią. Albo ustami, bo mi w sumie łatwiej będzie mi go uciszyć ustami...
Bez żadnego słowa przekręciłem nas tak, bym to ja mógł być górą, czyli w jedynej, słusznej pozycji. Nie za bardzo lubię, kiedy to Mikleo jest na górze. Jak na chwilkę, to jeszcze przeżyję, no ale to chwila musi być, i ani sekundy dłużej. I teraz, skoro już wszystko było na swoim miejscu, mogłem zacząć pieścić jego ciało, pobudzając je na nowo. Ja pobudzony byłem i za bardzo tego nie potrzebowałem, ale na usprawiedliwienie Mikleo mogłem powiedzieć, że i jemu niewiele trzeba było. Wystarczyło tylko troszkę podgryźć jego skórę, zostawić kilka malinek na jego cudnie bladym ciele, chwycić mocniej za biodra i już był gotowy. I w sumie, to całe szczęście, bo ja nigdy do cierpliwych ludzi nie należałem.
- I jak było? – zapytałem, kiedy po wszystkim leżeliśmy na łóżku, wtuleni w swoje ciała. Swoją drogą, moja Owieczka była teraz tak cudownie cieplutka... pewnie go tak troszkę rozgrzałem. Oby tylko nie za bardzo, bo jeszcze coś się mu stanie. Chociaż, on jest znacznie bardziej odporny na gorąco niż ja na chłód. No ale co w tym dziwnego, w końcu Miki jest ode mnie lepszy pod każdym względem. Nie wiem, jakim cudem takiemu głupkowi jak ja trafił się tak wspaniały diament, jak on.
- Było fantastycznie – przyznał, uśmiechając się błogo. Chyba więc naprawdę było dobrze... niby jestem pewien swoich umiejętności, ale czasem też jestem zaskoczony, że tak dobrze mi to wszystko wychodzi, w końcu Miki jest moim pierwszym i jedynym facetem w tym życiu. Ciekawe, czy w tamtym także tak było. Tak z czystej ciekawości zapytałbym się go, no ale nie byłem pewien, czy tak wypada, to jest raczej drażliwy temat. A może się już go o to pytałem? Nie miałem za bardzo pojęcia.
- Tylko fantastycznie? – postanowiłem się z nim troszkę podroczyć, gdyż mieliśmy na to czas. Co prawda, rano musiałem wcześnie wstać, bo trzeba było wracać do pracy, no ale ja jakoś sobie radę dam. Wstawać zawsze wstawałem na czas, więc i teraz nie powinienem mieć z tym żadnych problemów.
- No, może tak odrobinkę bosko – wyszczerzył się głupkowato, po czym przeciągnął się, jak kotek. Jakby tak zmrużyć oczy, to czasem właściwe taką kicię przypominał, i to bardziej niż owieczkę. Ale tylko czasem, bo jednak częściej widziałem w nim Owieczkę. To przez te włosy, takie puchate, i mięciutkie, no i strasznie ich dużo. A na to akurat nie narzekałem, kochałem jego włosy, nawet jeżeli trochę ich dużo, i później cały czas chodzę po domu i muszę je sprzątać. No cóż, skoro chciałem tak długie włosy, to teraz będę po nich sprzątał. To i tak niewysoka cena, a ile przyjemności przy tym mam...
<Owieczko? c:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz