Jego słowa trochę dały mi do myślenia, a już na pewno mi pomogły kilka rzeczy w głowie ułożyć. Nasze zdania były bardzo zbieżne, to też było prościej. Gorzej by było, gdyby przedstawił mi zdanie zupełnie różne od mojego... ale na szczęście nie mam takiego problemu. Chociaż, dalej jest we mnie ta mała niepewność, ten egoistyczny głosik, który nie jest tak silny i głośny jak wcześniej. Pewnie dzięki Haru. Teraz jednak wiem, co robić; zaprosić ją, i po prostu uważać... rezydencja jest duża, myślę, że dałoby się jej się wyznaczyć jakąś część. Dzięki temu, jeżeli coś by się działo, szybciej będę mógł zareagować. Chyba, że będzie coś kombinować. Wtedy wróci do siebie.
– Powinienem napisać wiadomość – powiedziałem cicho, ochrypłym głosem. – I przepraszam. Nie panuję nad sobą, nad tymi wybuchami, nad tym, co myślę, co robię. Jestem męczący – dodałem, czując wstyd i takie... zmęczenie. Byłem zmęczony sam sobą, a co dopiero on. Chyba lepiej by mu było, gdyby był w pracy. Lepsze towarzystwo, swego rodzaju spokój... a jakby czasem wychodził na piwo wieczorem z Kamei'em, czy innymi ludźmi, to też byłoby dobrze. Im mniej czasu jest na mnie narażony, tym lepiej dla niego.
– Nic się nie dzieje. Wiem, że to nie twoja wina – odpowiedział grzecznie, ale ja już swoje wiedziałem. Nie byłem aż tak głupi.
– To nie jest żadne wytłumaczenie dla mnie. Wydaje mi się... wydaje mi się, że lepiej dla ciebie by było, jakbyś niej czasu ze mną spędzał. Lepiej na tym wyjdziesz – powiedziałem cicho, bardziej zagłębiając się w mój fotel. Wcześniej miałem rację. Jestem skazany na samotność. Ale on nie musi.
– Czekaj, bo chyba cię nie rozumiem. Wcześniej narzekałeś, że masz mnie za mało i chcesz, bym był więcej w domu – zaczął niepewnie, i doskonale go rozumiałem. Jestem niezdecydowany, niezrozumiały i kompletnie pogubiony w tym wszystkim.
– Bo chcę, żebyś był blisko. Ale teraz widzę, że tylko cię powoli wyniszczam. Oboje sobie nie radzimy ze mną, co widać teraz idealnie – mówiłem spokojnie, starając się powstrzymywać drżenie ciała. – Ja... jakoś sobie z tym poradzę. Wcześniei sobie radziłem, i teraz też sobie poradzę. A przynajmniej się postaram. Może jak będę nastawiony na samotność, będzie ze mną lepiej. Zresztą... przyzwyczaję się. A widzę, że powoduję u ciebie problem. Jestem bardziej problematyczny niż początkowo oboje zakładaliśmy. Chyba nigdy nie powinienem decydować się na to dziecko. Z tego wszystkiego tylko same problemy – odpowiedziałem cicho, spuszczając wzrok. Jak zwykle się chcę starać, i nic z tego nie wychodzi.
– I co, chcesz się tak po prostu poddać? To do ciebie niepodobne – odpowiedział, chwytając moją dłoń.
– A co mam zrobić? Widzę, że sobie nie radzę. A nie chciałbym, żebyś w tym wszystkim przeze mnie cierpiał. Ograniczam więc dla ciebie straty. Chciałbym, żebyś był szczęśliwy, i tak się staram, że tylko cię krzywdzę. Tak to nie powinno wyglądać – wyjaśniłem, nerwowo bawiąc się końcówkami swoich włosów. Jeszcze tylko drugie tyle muszę przeżyć... dam radę. To nie jest jakoś bardzo długo.
<Wilczku? c:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz