czwartek, 1 stycznia 2026

Od Soreya CD Mikleo

 Jego słowa mnie zaskoczyły. Jak to dałem radę? Przecież nic nie zrobiłem, a jeżeli mam być szczery, to się nawet za specjalnie nie starałem. Na oko starałem się wybrać choinkę, która wysokością zmieści się do naszego domu. No i to, że była rozłożysta, to tak przy okazji, miałem szczęście, że pierwsza taka mi się trafiła. Szczerze, to nawet nie wiedziałem, co konkretnie do domu przyniosłem; nie wiem, czy to jodła, sosna, modrzew, świerk... co to za różnica? Ma igły? Ma. Więc na miano choinki się nadaję. 
– To dobrze. Patrzyłem tylko na to, czy na wysokość się zmieści – przyznałem, cicho wzdychając. Przytachanie tutaj tego drzewka trochę mnie siły kosztowało, bo nie dość, że było zimno, to jeszcze śniegu trochę napadało, i to on był dla mnie największym problemem. Jak ktokolwiek może lubić śnieg...? Chociaż, dzieciaki nawet lubią, dla nich jest on magiczny. Ciekawe, czy tak bardzo by go lubiły, jakby musiały odśnieżać drogę. Mają szczęście, że ja to robię, w przeciwnym razie na pewno nie byłyby tak zachwycone. 
– Już wyciągamy stojak, poczekaj chwilę – odpowiedział Miki i zniknął w salonie. 
Oparłem drzewko o swoje ramię i zerknąłem na psinkę, która mi towarzyszyła. Psotka buka naprawdę zachwycona z naszego spaceru. Chociaż ona jedna.... W sumie, to nawet miło, że mi towarzyszyła. Mikleo bym nie poprosił, wolałem, by został z dzieciakami i je przypilnował. Banshee z oczywistych względów też odpadała... no i została ona. Jak tylko wstawię choinkę, będę musiał wytrzeć jej łapy. 
– Chodź, tato! – usłyszałem z salonu głos Haru. 
Mimo, że chciałem tylko zostawić choinkę w salonie, zostałem naciągnięty na jej ubieranie. A bo jestem wysoki, to mogę ubrać te najwyższe gałązki, i założyć czubek, i coś poprawić... I nim się zorientowałem, wraz z dzieciakami musiałem ubierać całą choinkę. Nie na to się pisałem, ale nie miałem za bardzo wyjścia. Nie miałem nawet czasu powiedzieć nie. 
– No i gotowe – westchnąłem ciężko, poprawiając dłonią włosy. 
– Jesteś niesamowity – powiedział Mikleo, całując mnie w policzek. 
– Ta choinka jest idealna – przyznała Hana, uśmiechając się do mnie ładnie. 
– Tak, tak... nie ma za co – mruknąłem, chociaż było mi miło. Cieszyłem się, że moje wysiłki nie poszły na marne. 
– Ciepła herbata? – zaproponował mój mąż, na co się zastanowiłem. W sumie... ogrzałbym się. Tam na zewnątrz było zimno, i mokro, i niezbyt miło. Nie miałem za bardzo ochoty na wychodzenie z domu. Na szczęście Banshee była najedzona, ja też niedawno, dzięki mojemu Mikleo też zjadłem duszę, więc myślę, że powinienem wytrzymać do wiosny. O ile nie będę tracił za dużo energii... powinienem wytrwać. Nie mam za wiele wyjścia. 
– Poproszę – odpowiedziałem grzecznie, jeszcze raz zerkając na choinkę. Czy oni wszyscy zrobią mi prezent na święta...? Prawdopodobnie tak. Więc, by nie wyjść na gbura, też coś pod tę choinkę powinienem położyć. I znów się będę musiał namyślić, co to im kupić, jakbym się znał na takich rzeczach.

<Owieczko? c;>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz