Jeszcze przez chwilę wpatrywałem się w jego ciało. Podobało mi się ono. Dzięki jego bladej skórze każda moja malinka czy ugryzienie idealnie się odznaczały na jego skórze, tworząc tym samym piękny obraz, którego to ja byłem autorem. Mam talent, nie powiem, że nie, na jego ciele moje znaki wyglądały pięknie, tak, jak wyglądać powinny.
Nie odpowiedziałem. Zająłem po prostu miejsce tuż za nim, a następnie przytuliłem go do siebie, bo miałem taką ochotę. A on oczywiście nie narzekał. Oczywiście, gdyby mi powiedział nie, nie pozwoliłbym sobie na to, ale raczej już dawno mieliśmy za sobą ten etap. To było proste, on chce mojej bliskości, ja potrzebuje bliskości jego, czy tej intymnej, czy po prostu takiej zwykłej, polegającym na prostym dotyku, bo właśnie o taki najtrudniej w tych czasach.
– Strasznie spięty jesteś – wymruczałem mu do ucha, a nagonkę ucałowałem płatek jego ucha. – Coś się dzieje? Może powinienem cię... wymasować? – zaproponowałem, uśmiechając się pod nocem. Wymęczyłem go strasznie tej nocy, i bardzo mi się to podobało. Powinienem częściej to robić. Może niezbyt często, bo nie jest to coś, co jest to dla niego bardzo komfortowe, ale raz na jakiś czas powinienem mu pokazać, kto tu tak naprawdę rządzi, nawet jeżeli to on niby wydaje polecenia.
– Ty już mnie lepiej nie dotykaj – burknął, odwracając głowę w moją stronę. – Szyję byś nastawił, a nie pchał swoje dłonie na mój tyłek.
– Nastawię szyję przed snem. Trzeba cię dokarmić, moja Różyczko – odpowiedziałem całkowicie poważnie, chwytając w dłonie gąbkę. Zabrałem się za dokładne mycie jego ciała uważając, by zbytnio nie podrażnić jego delikatnego ciała... a przynajmniej, takie ma o nim mniemanie.
– Nie mówisz chyba poważnie – powiedział to ciszej i bardziej niepewnie, niż początkowo zakładałem. Niby taki wygadany, a kiedy chodzi o mnie, od razu mięknie. Ma do mnie większą słabość niż przyznałby przede mną czy sobą samym.
– Sam tego chciałeś – przesunąłem gąbką po jego mięśniach. – Zresztą, czuję się w porządku. Nawet moja rana ma się nieźle. A skoro najgorsze już za mną, czemu mam o ciebie nie zadbać? W tej chwili ty jesteś tym najbardziej poszkodowanym i zagłodzonym.
– Już nie rób ze mnie takiego mięczaka, nic mi nie jest – burknął, pusząc uroczo te swoje policzki.
– Jesteś osłabiony i zagłodzony, co jest normalne. Zostawiłem cię na wiele dni samego, bez konkretnego posiłku. Na szczęście już jestem z tobą, jeszcze jestem zdrowy, więc mogę teraz o ciebie zadbać, tak jak ty dałeś o mnie – powiedziałem miękko, myjąc go jak najdroższą rzecz na świecią. Nieważne, ile osób miało to przede mną, dla mnie był najważniejszy, cały mój i nie oddałbym go, dopóki sam by ode mnie nie odszedł. Nigdy by jednak drugiej szansy ode mnie nie dostał. Jeżeli by zniknął, nie czekałbym na jego powrót.
<Różyczko? c:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz