Czy naprawdę byłem osłabiony i zagłodzony? Niekoniecznie. Owszem, tułów bolał mnie po naszym seksie, ale nie było w tym nic złego, w końcu takie są konsekwencje ostrego, niepohamowanego zbliżenia. Może gdyby nie był aż tak zawzięty, tak zdeterminowany, by pokazać mi, gdzie jest moje miejsce… Ach, ten jego upór. Zazdrośnik z niego, i to jaki. Czy naprawdę musiał mnie przelecieć tylko po to, by udowodnić, że należę do niego? Najwidoczniej tak, najwidoczniej potrzebował tego do życia...
A jednak, imponowało mi to. Nie spodziewałem się po nim zazdrości. Przecież byłem tylko jego. Nawet nie patrzyłem na innych. I myślę, że on sam powinien to wiedzieć. A skoro tak, to skąd w nim ta potrzeba dominacji, to pragnienie potwierdzenia własności? Nie wiem, chociaż odrobinę się domyślam.
- Nie - Zdecydowanie się na to nie zgadzam. Nie jesteś jeszcze na siłach, nawet jeśli wydaje ci się inaczej - Powiedziałem cicho, spoglądając mu w oczy, po czym pocałowałem go w policzek.- Czuję się dobrze. Może faktycznie jestem trochę osłabiony, ale wciąż w dobrej kondycji. Nie musisz się o mnie martwić. Jestem dorosły… a może raczej dojrzały. Poradzę sobie. Naprawdę nie musisz się tak o mnie troszczyć. - Mówiłem to z nadzieją, że go uspokoję, że chociaż na chwilę odpuści. Ale znałem go zbyt dobrze, by wierzyć w taki cud. Już dawno się uparł. Karmienie mnie stało się dla niego koniecznością, obsesją. Robi wszystko abym był szczęśliwy i zdrowy nie patrząc na swoje zdrowie, ono ewidentnie nie ma dla niejo większego znaczenia...
Broniłem się, jak tylko mogłem, słabo, bardziej z zasady niż z realnej chęci sprzeciwu. On jednak bez trudu przełamywał mój opór, pchając mnie w swoje sidła, zmuszając, bym przyjął to, czego tak bardzo potrzebowałem. Krew. Jego krew. Bez niej nie potrafiłem żyć. A on doskonale o tym wiedział. I co gorsza bezczelnie to wykorzystywał.
- Może i jesteś dorosły… a raczej, jak sam twierdzisz, dojrzały - Odezwał się w końcu, spokojnym, niemal chłodnym tonem. - Ale i tak sądzę, że bez mojej krwi nie będziesz w stanie szybko się zregenerować. - Stwierdził to bez wahania, chwytając mój tyłek, doskonale zdając sobie sprawę z tego, jak kruchy potrafię być, mimo wszystkich zdolności, które posiadałem. Byłem wampirem. Wampirem uzależnionym od jego krwi. I takim, który bez niej po prostu nie potrafił żyć.
- Zabawne - Mruknąłem pod nosem, obmywając ciało z pozostałości jego nasienia, pozwalając ciepłej wodzie spłynąć po nieco cieplejszej skórze. - Przecież mówiłem ci, że nie będę pił twojej krwi, dopóki sam nie dojdziesz do siebie. - Odwróciłem się ku niemu i chwyciłem jego twarz w dłonie, obejmując policzki pewnym, choć nie do końca stabilnym uściskiem. Zmuszając go, by spojrzał mi prosto w oczy. -I bardzo cię proszę - Dodałem ciszej, ostrzej - Nie zmuszaj mnie do picia siłą. To… zdecydowanie nie jest fair. - Mruknąłem te słowa, nie odrywając od niego spojrzenia, świadomy, że granica między prośbą a wyzwaniem była w tej chwili niebezpiecznie cienka. A on zamiast mi odpuścić dodatkowo mnie prowokuje, a to jest naprawdę okrutne z jego strony.
<Elianie? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz