Miał rację, byłem zmęczony, zwłaszcza po kolejnym upuszczeniu mojej krwi. Niczego jednak nie żałowałem. Jeśli by chciał, mógłby jeszcze się jej napić, myślę, że dałbym radę oddać mu jej jeszcze trochę, zwłaszcza, że do łóżka miałem bardzo blisko. Wszystko, byleby poczuł się lepiej.
– Na pewno nie chcesz więcej? – zapytałem, nie przestając gładzić jego policzka.
– Wypiłem wystarczająco. Zresztą, skoro tak cię to podnieca, lepiej będzie to trochę przełożyć w czasie. Kiedy będziesz miał więcej siły – powiedział zadziornie, po czym ucałował mnie w nos. – Teraz bardzo ładnie proszę, na poduszki – po tych słowach popchnął mnie tak, bym opadł na miękki materac.
Nie walczyłem z tym. Ułożyłem się wygodnie na posłaniu, tuląc go do siebie. Nie ma mowy, że w tej chwili bym go gdziekolwiek puścił. Poszedłby na ten dwór, brzydki, paskudny, zimny, pełen złych, żądnych jego ciała mężczyzn... nie, nie byłbym zadowolony, gdyby chciał zwiedzać miasto beze mnie. Nie czułbym się dobrze z tą myślą, nawet jeżeli wiem, że by mnie nie zdradził.
– Otuliłbyś się jeszcze kołdrą – mruknął, naciągając na nas narzutę. – Zmarzniesz, przeziębisz się, i tyle z tego będzie.
– Jestem dużym chłopcem, wiem, jak się sobą zajmować – odpowiedziałem spokojnie, gładząc jego plecy.
– Tak, oczywiście, wszystko wiesz, a później zdychasz na ulicy – wtulił się mocniej w moje ciało, kładąc swoją głowę tak, by słyszeć bicie mojego serca. To dla mnie akurat dziwne, czy ten regularny dźwięk go nie irytował? Ja bym chyba tak nie potrafił, rozpraszałoby mnie to strasznie. Muszę mieć ciszę, w której wszystko usłyszę. Co prawda, przy nim mogę być spokojniejszy. To on czuwa zamiast mnie, nie oznacza to jednak, że mam się tak lenić. Muszę pozostać w formie, od tego zależy moje życie.
– Nie pierwszy, nie ostatni raz. Przyzwyczajaj się – mruknąłem zmęczony, zamykając oczy. Miałem przy sobie wszystko, czego potrzebowałem, więc w końcu sobie mogłem pozwolić na odpoczynek, chociaż nie za długo. Muszę w końcu mniej spać, by więcej czasu z nim spędzać, proste.
Szkoda, że on tego nie pojmował, bo znów obudziłem się sam, późnym rankiem. Spałem zdecydowanie dużo za długo. Serathion zauważył, że już nie śpię, i zaczął przesuwając palcem po moich kolczykach, ewidentnie znudzony. Zdecydowanie powinienem ograniczyć godziny snów.
– Bardzo znudzony? – spytałem, przyglądając się uważnie jego twarzy. Wyglądał na zdecydowanie bardziej zdrowego niż chociażby wczoraj. Minimum to raz dziennie muszę go karmić, by czuł się dobrze.
– Nie. Leżenie przy tobie jest bardzo przyjemne – powiedział grzecznie, opierając brodę o moją klatkę piersiową. – Też dzisiaj wyjdziemy na spacer?
– Wyjdziemy, wyjdziemy. Może dzisiejszego wieczoru też się coś tu będzie działo – powiedziałem, po czym leniwie się przeciągnąłem. Najwyższa pora zacząć coś robić z tym swoim życiem. – Dzisiaj na chwilę będę musiał wyjść. Trochę mi tam zejdzie, mam nadzieję, że nie będziesz miał mi tego za złe – poinformowałem go. Jak się uda, może mi się uda zorganizować dla niego już dzisiaj urodziny? Drobny prezent, babeczka zamiast tortu, i wetknięta w nią jedna świeczka. Nie ma chyba ciasta, na którym zmieściłoby się sto pięćdziesiąt świeczek, a nawet jakby był, to byłby dla niego za duży. Tak, mała babeczka dla niego jest idealna.
<Różyczko? c:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz