piątek, 2 stycznia 2026

Od Serathiona CD Eliana

 A więc jednak był zdrowo stuknięty. Podniecało go to, że go gryzę, że spijam krew z jego ciała. Byłem niemal pewien, że gdyby nie fakt, iż już wcześniej zdążył mnie przelecieć, wystarczyłoby samo wbicie kłów w jego skórę, by stracił nad sobą kontrolę.
- Jesteś niepoważny. Zaczynam się martwić o twoje zdrowie psychiczne - Przyznałem, obserwując uważnie, jak nerwowo poprawia się w spodenkach, próbując ukryć oczywiste oznaki podniecenia. Jeszcze nic nie zrobiłem a on już odczuwał podniecenie? Z nim zdecydowanie jest coś nie tak.
- Nie musisz. Nie jest ze mną aż tak źle - Odparł z lekkim uśmiechem, po czym chwycił mnie pod brodę i zmusił, bym spojrzał mu w oczy. - Tu patrz. To ci w zupełności wystarczy. - Nie dał mi czasu na ripostę, na jakąkolwiek reakcję.. 
Po prostu pociągnął mnie za sobą w stronę sypialni, jakby dokładnie wiedział, dokąd zmierzamy i jak to się skończy.
Usadził mnie na swoich kolanach, a jego dłonie niemal odruchowo spoczęły na moim wciąż obolałym tyle. Westchnąłem cicho, przewracając oczami, choć uśmiech sam pojawił się na moich ustach. Musiałem przyznać jedno, to było przyjemne. Szczególnie dlatego, że nie musiałem używać żadnych sztuczek ani mocy, by go uwodzić. On sam mnie chciał. A ja chciałem jego. I tylko to miało teraz znaczenie.
- Tylko mi nie mów, że znowu ci stanął - Wyszeptałem, pochylając się bliżej.
Odpowiedział mi jedynie cięższy oddech.
Nie czekając wbiłem kły w jego skórę, a niemal natychmiast poczułem, jak jego dłonie zaciskają się mocniej na moich pośladkach. Drgnął pod moim dotykiem. Zdecydowanie było z nim coś nie tak, podniecało go to, co robiłem, i nie był to widok, który ogląda się na co dzień.
Wypiłem tylko minimalną ilość jego gorącej, słodkiej krwi. Wystarczająco, by poczuć ulgę. Żołądek przestał się kurczyć, ciało rozluźniło się, a wcześniejszy dyskomfort zniknął bez śladu. Oddychałem spokojniej, czułem się silniejszy i nawet nie próbowałem ukrywać, jak bardzo ta zmiana była widoczna.
Oblizałem wargi, gdy tylko oderwałem się od jego skóry, po czym spojrzałem głęboko w jego oczy. Przez chwilę nie musieliśmy mówić nic, wszystko było już jasne. Połączyłem nasze usta w namiętnym, spokojnym pocałunku, czując bijące od niego ciepło i to znajome poczucie bezpieczeństwa, którego tak długo mi brakowało i bez którego nie chciałem już żyć. 
- Kocham cię - Wyszeptałem, gdy w końcu oderwaliśmy się od siebie, a moje czoło oparło się o jego.
- I ja ciebie kocham - Odpowiedział bez wahania, głaszcząc mój policzek...
A ja choć doskonale wiedziałem o jego uczuciach do mnie, miło było to usłyszeć. A jeszcze milej było czuć, że ktoś darzy mnie uczuciem prawdziwym, szczerym, płynącym prosto z serca, a nie podszytym strachem, pragnieniem czy magią.
Przesunąłem dłonią po jego włosach i uśmiechnąłem się cicho.
- Połóż się już spać. Jesteś na pewno bardzo zmęczony - Poleciłem łagodnie.
Złożyłem delikatny pocałunek na jego czole, pozwalając tej chwili wybrzmieć. Po raz pierwszy od dawna niczego nie musiałem się obawiać. Wystarczyło, że byliśmy razem i tylko to miało znaczenie.

<Elianie? C:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz