piątek, 2 stycznia 2026

Od Mikleo CD Soreya

W odpowiedzi na jego słowa jedynie kiwnąłem głową i zniknąłem w kuchni. Postawiłem garnuszek na palniku, sięgając po ulubioną herbatę tę, którą pił zawsze wtedy, gdy był jeszcze człowiekiem. 
Sorey chyba miał już dość patrzenia na choinkę i kręcących się wokół niej dzieci, które w swojej radości potrafiły być zaskakująco irytujące..
Po chwili pojawił się w kuchni. Bez słowa podszedł bliżej i wtulił się w moje plecy, jakby to było jedyne miejsce, w którym naprawdę potrafił odpocząć. Jego dłonie objęły moje biodra, a ja mimowolnie uśmiechnąłem się pod nosem.
- Czyżbyś miał już dość ich podejścia do świąt? - Zapytałem cicho, czując ciepło jego ciała.
- Troszeczkę - Przyznał. - Jak wiesz, nie przepadam za świętami… ale za to bardzo lubię ciebie - Wyszeptał, składając krótki pocałunek na moim policzku.
Zanim zdążyłem odpowiedzieć, jego usta przesunęły się niżej, na linię mojej szyi. Poczułem znajome napięcie, gdy delikatnie wbił kły w moją skórę. Wstrzymałem oddech, nie chcąc wydać z siebie ani jednego dźwięku...
Pozwoliłem mu na to co robił bez wahania. Wiedziałem, że dzięki temu poczuje się lepiej. I choć nigdy do końca nie rozumiałem, dlaczego tak bardzo lubił smak mojej krwi, to i tak nie miałem nic przeciwko temu, w końcu było w tym coś dziwnie intymnego, należącego tylko do nas..
Gdy wypił tyle, ile potrzebował, odsunął się powoli. A jego dłonie sięgnęły po gorący garnuszek, którym zalał oba kubki wrzątkiem, jakby wszystko było zupełnie normalne.
- Lubisz? - Zapytałem, odwracając się do niego z zaczepnym uśmiechem. - A ja myślałem, że chociaż troszeczkę mnie kochasz. - Wyszeptałem, uśmiechając się do niego zadziornie. 
- Ach, no tak - Uśmiechnął się pod nosem. - Kocham i lubię jednocześnie. Jesteś moją ulubioną owieczką… zastępujesz mi wszystko, czego w życiu potrzebuję. - Wyszeptał, muskając delikatnie moje usta.
- Tak? - Wymruczałem, pochylając się bliżej. - A ja myślę, że kocham i lubię cię znacznie bardziej, niż ty mnie. - Delikatnie podgryzłem jego dolną wargę, a on tylko cicho się zaśmiał, przyciągając mnie jeszcze bliżej, jakby świat poza tą kuchnią przestał na chwilę istnieć.
- Tak mówisz? - Uniósł lekko brew, a w jego głosie pobrzmiewała rozbawiona pewność siebie. - Bo ja uważam inaczej. Zupełnie inaczej. Nie możesz kochać mnie mocniej, niż ja kocham ciebie, to po prostu jest nie realne. - Zaskoczył mnie tym stwierdzeniem, choć bardziej w ten przyjemny, niemal figlarny sposób. Parafrazując jego ton, nie mogłem powstrzymać uśmiechu.
- Nie mogę? Co ty nie powiesz - Zaśmiałem się cicho i ucałowałem go w policzek. - Kocham cię najmocniej na świecie i myślę, że nikt nigdy nie będzie cię kochał tak bardzo, jak kocham cię ja - Dodałem, chwytając kubek aby wsunąć go ostrożnie w jego dłonie.
Spojrzałem na niego z czułością, taką, której nie trzeba było ubierać w kolejne słowa.
- No chodź, wracajmy - Poprosiłem łagodnie. - Jutro gdy dzieci będą w szkole, będziemy mieli trochę czasu tylko dla siebie. Wtedy wrócimy do tej rozmowy - Dodałem, uśmiechając się do niego ciepło, niemal tajemniczo, dając mu propozycje spędzenia jutro miłego dnia.

<Pasterzyku? C:> 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz