Dzieciaki potrzebowały chwili, by się zastanowić nad odpowiedzią. Obserwowałem je z lekkim uśmiechem, samemu ciekaw, co takiego chodzi im po głowie. Spodziewałem się raczej przyziemnych rzeczy, może nowe ubrania, może jakieś drobiazgi do swoich pokoi, a może zabawki, o których marzyły od dawna. A jednak miałem przeczucie, że odpowiedź może mnie i jego mocno zaskoczyć.
- Tak szczerze… to zamiast prezentów wolelibyśmy, żebyśmy spędzili razem święta. Razem. Z tobą też, tato - Powiedziały niemal równocześnie.
Ich słowa zawisły w powietrzu. Zauważyłem, jak mężczyzna na moment zesztywniał. Uśmiechał się do dzieci ciepło, pięknie, tak jak zawsze, ale widziałem, że ta odpowiedź nie była tym, czego się spodziewał. Coś w jego spojrzeniu zdradzało zawahanie, przerażenie może nawet lekki smutek. Mimo to nie dał po sobie nic poznać. Nie chciał ich zasmucać. Ani słowem, ani czynem.
- Zobaczymy, co da się dla was zrobić - Odparł spokojnie, łagodnie się do nich uśmiechając.
A potem spojrzał na mnie.
- A ty? Co byś chciał dostać ode mnie na święta? - Zaskoczył mnie tym pytaniem. Nie chciałem odpowiadać przy dzieciach, nie teraz. To, czego pragnąłem, nie było czymś, co dałoby się zapakować w papier ozdobny ani powiedzieć na głos w takiej chwili.
- Myślę, że o tym możemy porozmawiać później - Powiedziałem wymijająco, mając nadzieję, że uda mi się uśpić jego ciekawość… przynajmniej na razie. Na czas obecności naszych dzieci.
- No dobrze. W takim razie jeszcze do tego wrócimy - Zgodził się, choć widziałem, że temat go intryguje..
Zawsze to widziałem. I czułem. Czułem więcej, niż czasem bym chciał..
Dzień zakończył się zaskakująco spokojnie. Byliśmy razem, rozmawialiśmy, śmialiśmy się, a nawet wygłupialiśmy. Przez chwilę wszystko było proste. Normalne. Jakbyśmy naprawdę znów byli tą samą rodziną którą byliśmy przed przemianą Soreya, a dzieci wciąż chciały i potrafiły spędzać z nami czas bez pośpiechu i dystansu.
Wieczorem dzieci rozeszły się do swoich pokoi. My natomiast, nie mogąc jeszcze wrócić do sypialni, położyliśmy się na kanapie w salonie, w ciszy która nam nie przeszkadzała. Cisza była wręcz przyjemna. W kozki od razy wtuliłem się w niego, czując ciepło jego ciała i znajomy zapach, który zawsze mnie uspokajał.
- Miki tak sobie myślę. Skoro już jesteśmy tylko we dwoje… - Odezwał się cicho przewracając ciszę między nami. - Co tak naprawdę chciałbyś dostać na święta? Mam wrażenie, że to nie było coś, o czym chciałeś mówić przy dzieciach. - Sorey bawił się moimi włosami, przesuwając palcami leniwie, niemal czule. Jego głos był miękki, pozbawiony presji, pełen szczerej ciekawości.
A ja wiedziałem, że tym razem nie będę mógł już uciec od odpowiedzi.
- Cóż… szczerze mówiąc, chciałbym dostać ciebie - Odpowiedziałem w końcu.
Na moment zamarł. Spojrzał na mnie uważniej, jakby próbował odczytać, czy mówię serio. Wiedziałem, że go zaskoczyłem i chyba nawet rozumiałem dlaczego.
- Mnie? Przecież masz mnie codziennie. Chcesz mi powiedzieć, że jest ci mnie mało - Uśmiechnąłem się lekko i pokręciłem głową.
- To prawda, jesteś przy mnie każdego dnia - Przyznałem spokojnie. - Ale na święta… chciałbym ciebie inaczej. Bardziej w sobie, tak byśmy oboje dostali to co lubimy, mocno i ostro - Wyszeptałem, mówiąc to cicho tak aby nikt po za nim nie mogł mnie usłyszeć.
<Pasterzyku? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz