Zdecydowanie nie miałem najmniejszego problemu z tym, że gdzieś wyjdzie. Skoro ma obowiązki albo własne plany, kim ja jestem, by mu zabraniać? Niech idzie. Poczekam. Przecież mam co robić. Książki, które mi wypożyczył, w końcu same się nie przeczytają.
- Oczywiście, że nie będę miał ci tego za złe - Przypomniałem mu, całując go w nos, zanim podniosłem się z łóżka. - Wciąż mam do nadrobienia te książki, które mi wypożyczyłeś. - Przypominałem mu, wskazując na nie dłonią.
- No tak - Zaśmiał się cicho. - Dobrze, że masz tak fantastycznego mnie, który zadbał o ciebie nawet wtedy, gdy go nie ma przy twoim boku. - Oho, ktoś tu w piórka mi zaraz obrośnie, no, no tego się po nim nie spodziewałem.
- Oczywiście, że mam - Odpowiedziałem bez wahania. - Mam fantastycznego chłopa, który mimo że potrafi mnie irytować, jest całym moim życiem. I mimo że nie powinienem go kochać… kocham. I chcę, żeby był przy mnie tak długo, jak to tylko możliwe. - Parsknął śmiechem, kręcąc głową.- No już, już, bo zaraz w piórka obrośniesz - Mruknąłem. - Idź się ubierz, jeśli chcesz wyjść z pokoju. Z gołą klatą nigdzie cię nie wypuszczę, to po pierwsze. A po drugie, zjedz coś, zanim pójdziesz pracować albo załatwiać swoje ważne sprawy. Nie chcę, żebyś chodził głodny. To zdecydowanie moja rola. - Poprosiłem go szczerze, naprawdę się martwiąc. Nie chciałem, by kiedykolwiek był głodny, zwłaszcza że jego praca narażała go na różnego rodzaju niebezpieczeństwa. Wolałem mieć pewność, że jest najedzony, silny i gotowy do obrony… albo walki, jeśli zajdzie taka potrzeba.
- Poradzę sobie - Stwierdził lekko, zamykając za sobą drzwi łazienki..
Westchnąłem cicho i usiadłem na łóżku. Sięgnąłem po świąteczną historię, jedną z tych, które miały zaznajomić mnie z ludzkimi zwyczajami. Chciałem zrozumieć, co takiego ludzie widzą w świętach. Co ich w nich ekscytuje, porusza, zmusza do uśmiechu...
Elian wyszedł z łazienki czysty i pachnący, mimowolnie przyciągając moją uwagę.
- Do zobaczenia - Rzucił szybko, całując mnie w czoło, po czym opuścił pokój.
Znów zostałem sam...
Wiedząc, że mam trochę czasu, skupiłem się na książce, próbując zrozumieć świat ludzi, świat, który wciąż mnie zaskakiwał. Choinka. Prezenty. Życzenia. Mnóstwo jedzenia. Co w tym wszystkim było takiego wyjątkowego? Jakie znaczenie miały te rytuały, skoro z opowieści wynikało, że często były pełne napięć, oczekiwań i sztuczności? Im dłużej czytałem, tym bardziej dochodziłem do wniosku, że to wszystko nie miało dla mnie większego sensu. Szczerze w ogóle nie dziwiłem się, że Elian szczególnie nie lubił święta. Bo i ja po przeczytaniu tego również nie potrafiłem ich polubić.
Znacznie bardziej przemawiały do mnie nasze własne, wymyślone święta. Takie, podczas których robilibyśmy dokładnie to, na co mamy ochotę. Bez choinek, bez obowiązkowych uśmiechów. Tylko my i czas, który naprawdę do nas należy. Nawet jeśli będę musiał spełnić jego sprośne fantazje, lubię tą grę, myślę że mogę mu dać więcej niż by sobie mógł wyobrazić.
- Głupie to - Mruknąłem sam do siebie odkładając książkę na bok, po tym co przeczytałem już nigdy nie zobaczę ludzkich świąt tak sam.
<Elianie? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz