Nie chciałem spędzać czasu z dziadkiem, nie chciałem, nawet aby tu był, ale co miałem zrobić? Kiedyś zabiłem go i, mimo że wrócił, moje poczucie winy nie zmalało, wręcz przeciwnie odczuwam jeszcze większy ucisk w sercu niż dotychczas..
- Powinienem sam go skończyć - Stwierdziłem, z niechęcią w głosie, szczerze nie chciałem tam wracać, ale czy miałem jakiś wybór? No w sumie miałem. Sorey sam mi go zaproponował, on dokończy obiad w towarzystwie dziadka, a ja zajmę się dziećmi plan doskonały i chociaż nie do końca mnie przekonuję, zgodzę się na niego dla spokoju ducha. Wiedząc, że im bardziej jestem zestresowany, tym gorzej czuje się mój mąż, a tego przecież dla niego nie chce.
- Nie musisz, przecież ja to zrobię - Stwierdził, całując mnie w czoło.
- Jesteś pewien? Nie wiem, czy wytrzymasz towarzystwa dziadka, to dość specyficzny człowiek - Powiedziałem, patrząc na jego twarz z niepewnością, która malowała się na mojej twarzy.
- Nie musisz się martwić dam sobie radę, uciekaj na dwór z dziećmi, zawołałam was, gdy wszystko będzie gotowe - Powiedział, podając mi maluchy, wyrzucają mnie z domu, samemu pozostając w domu z dziadkiem, oby tylko nie doszło do żadnej sprzeczki, nie chce, aby dziadek był na nas jeszcze bardziej zły niż już i tak jest.
Sorey potrafiąc się zachować, nie sprowokował dziadka, z czego bardzo się cieszyłem, nie chciałem niepotrzebnych walk między mężem a dziadkiem, niech już ten dzień dobiegnie końca, chciałbym, aby dziadek już stąd poszedł, a my znów mogli żyć w ciszy i spokoju.
- Nie możesz spać? - Zapytał Sorey wchodzący do sypialni.
- Nie, właśnie nie mogę, dzieci już śpią? - Zapytałem, zerkając na niego z uwagą.
- Tak śpią i my też powinniśmy, im szybciej to zrobimy, tym szybciej nastanie dzień, a wraz z nim dziadek wróci do domu z dala od naszej rodziny - Powiedział, podchodząc do mnie, całując w czoło, kładąc się obok mnie do łóżka.
- Masz rację - Zgodziłem się z nim, kładąc głowę na poduszkę wtulony w jego ciepłe ciało.
- Powiesz mi może, dlaczego tak strasznie boisz się dziadka? - Zapytał, co przyznam, lekko mnie zaskoczyło, po co o to pyta? Zresztą nieważne.
- Dziadek od dziecka był dla mnie bardzo surowy, co wywołało u mnie lek i niepewność, nigdy nie czuje się przy nim dobrze - Wytłumaczyłem, wtulony w jego ciało cicho ziewając.
- Chcesz o tym porozmawiać? - Podpytał, głaszcząc mnie kojąco po głowie.
- Chce spać, dobranoc - Wyszeptałem, naprawdę zmęczony, teraz gdy jest przy mnie, mogę zasnąć, nie musząc przejmować się już niczym.
- Dobranoc - Usłyszałem, jak przez mgłę odpływając do krainy snów.
Dzień następny zaczął się jak zawsze niewinnie i spokojnie, Sorey mając wolne w pracy, spał jak zabity a ja odczuwając niepokój, wstałem z łóżka, idąc, do dzieci, które nie było.
Jak to możliwe gdzie są moje dzieci?
Spanikowany musiałam przejść cały dom, aby dostrzec, że tak jak i dzieci, tak i nie ma nigdzie dziadka, przerażony od razu podbiegłem do męża, mocno go szarpiąc za ramiona.
- Sorey dzieci zniknęły, dziadek zabrał nam dzieci - Wydusiłem, czując łzy napływające do moich oczu. Co ja zrobiłem? To wszystko moja wina jak mogłem, być taki głupi, myśląc, że dziadek odejdzie, bez sprawiania nam kłopotów tak jakbym go nie znał, głupi ja..
<Pasterzyku? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz