środa, 6 września 2023

Od Soreya CD Mikleo

 Nie byłem pewien, czy to faktycznie taki dobry pomysł. W końcu, Miki się go bał, i to nie tylko on, bo i Lucky nie był zbytnio specjalnie do niego przekonany. A skoro pies nie jest przekonany do anioła, to chyba musi coś oznaczać, prawda? Zwłaszcza taki potulny i przekochany piesek, jak on. Teraz psiak nawet nie chciał do domu wejść, tak był przerażony i uprzedzony do dziadka. Już nie mówiąc o samym przerażeniu Mikleo... no nie wiem, naprawdę nie wiem. 
- Nie możemy mu po prostu opłacić pokoju w gospodzie? Nie chcę, by kręcił się tak blisko dzieci – burknąłem, nie spuszczając wzroku z pana dziadka. Co jak co, ale on moim dziadkiem nie był, nie w tym życiu. Nic mnie z nim nie łączy i chyba nie chciałbym, by coś łączyło. W zupełności wystarczy mi, że Mikleo się go boi, a psiak nie toleruje, więcej ostrzeżeń nie potrzebuję. 
- Do gospody? A jak ktoś go w niej napadnie? – zapytał, strasznie tym przejęty. Dlaczego on się tym przejmował? Przecież za nim nie przepadał, takie rozwiązanie powinno być mu na rękę. 
- A on jest człowiekiem? – zapytałem całkowicie poważnie, marszcząc brwi. Nigdy chyba nie było wspominane, czy on jest aniołem, czy też człowiekiem. No ale sądząc po tonie, jakiego użył, kiedy się do mnie zwracał, to troszkę wątpiłem, żeby był człowiekiem. A skoro jest aniołem, to jacyś ludzie nie powinni mu sprawiać żadnego problemu. 
-  Nie jest, ale nie oznacza to, że nic mu się nie staje. Jesteśmy mu winni chociaż tyle – a Miki oczywiście dalej się trzymał swojego zdania... czemu on musiał być aż taki uparty? I to jeszcze w tak głupiej sprawie. Poza tym, co jesteśmy mu niby winni? Winni, to jesteśmy Alishy to, że jest dla nas taka dobra. A on? Stresuje mojego męża, psa, i jeszcze mi brakuje, by mi dzieci wystraszył. Mikleo nie wyglądał jednak na kogoś, kto nie odpuści w tej sprawie... 
- Jedną noc. I ma nie zbliżać się do dzieci – powiedziałem w końcu z ciężkim sercem. Moje zdanie znał, i najchętniej bym go nie zmieniał, ale nie miałem wyjścia. Jedna noc, a później ma się już tutaj więcej nie pokazywać. Wiem, że chciałem poznać inne anioły, ale kogoś takiego, jak on...? Coś z nim jest ewidentnie nie tak. Gdyby było inaczej, mój mąż tak by się go nie bał. 
Mikleo podziękował mi i przytulił się do mnie mocno, co oczywiście odwzajemniłem. Będę musiał mieć od tej pory oko na tego człowieka... znaczy się, anioła, by się nie zbliżył ani do Mikiego, ani do moich dzieci. 
A jak o dzieciach mowa, nasze maluchy przeurocze musiały usłyszeć, że już do domu wróciłem, bo właśnie wyszły z salonu, uroczo dreptając w moją stronę. Moje małe maleństwa, jeszcze się z nimi nie przywitałem, bo wcześniej nie chciałem, by przypadkiem dały znać potencjalnemu napastnikowi znać o moim pojawieniu się, no ale teraz z czystym sumieniem mogłem je przytulić i wziąć na ręce. 
- Dzień dobry, maleństwa – powiedziałem już w znacznie lepszym humorze, biorąc moje dwa słodziaki w ramiona, i pocałowałem obu w policzek. – Dokończyć obiad za ciebie? Ty w tym czasie pobawiłbyś się z nimi na zewnątrz, jest całkiem ładna pogoda – zaproponowałem, bardzo nie chcąc, aby moi najbliżsi byli zbyt blisko dziadka, którego w sumie za dziadka własnego nie uważałem.

<Owieczko? c:> 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz