Nie byłem pewien, czy obudziłem się dlatego, że przespałem kilka dobrych godzin, czy też dlatego, że obudziły mnie wspaniałe zapachy dobiegające z kuchni. Nieco obolały, z porządnie zdartym gardłem i jeszcze taki nieogarnięty podniosłem się do siadu, rozglądając się nieprzytomnie po pokoju. Drzwi do sypialni były lekko uchylone, a obok mnie zamiast Haru znajdowała się Dama. Cóż, to akurat nic dziwnego, że go tu nie ma, musiał nam coś ugotować. Tylko czemu tu jest tak... czysto? Po stosunku nie było tu aż tak czysto, jak dobrze pamiętam. Chyba, że trochę posprzątał, jak obmywałem się z resztek po naszym seksie. I to bardzo prawdopodobne, bo jak już wróciłem z łazienki, byłem tak padnięty, że ledwo kontaktowałem.
Przeczesałem dłonią włosy i jeszcze trochę niemrawo wstałem z łóżka, kierując się do kuchni. Dzisiejszy stosunek był bardzo przyjemny. I intensywny. Ale czy bym to powtórzył? Sam nie wiem. Nie lubiłem, kiedy nie miałem kontroli, a teraz nie miałem absolutnie żadnej kontroli. Jedyne, co mogłem robić, to wić się pod jego dotykiem, opleść nogi wokół jego bioder, albo jęczeć i wręcz krzyczeć z przyjemności. To ostatnie było najmniej przeze mnie pożądane. Mój panie, jak ja mogłem tak przy nim krzyczeć? Co on sobie teraz będzie o mnie myślał? Na pewno będzie się ze mnie naśmiewał, bo brzmiałem, delikatnie to ujmując, okropnie.
- Dzień dobry – usłyszałem jego dziwnie wesoły głos, kiedy wszedłem do kuchni i zająłem miejsce przy stole. – Trochę sobie pospałeś – dodał już bardziej przyjaźnie.
- I najchętniej bym tam wrócił – wyszeptałem, gdyż głośniej mówić nie mogłem. Jeszcze wcześniej coś tam nieco łamiącym się głosem potrafiłem powiedzieć, ale teraz głosu już nie miałem w ogóle.
- A więc zjemy obiad i wrócimy do łóżka dalej się lenić – odpowiedział, stawiając na stole kieliszki do wina. Zmarszczyłem brwi. On i wino? Wydawało mi się, że Haru znacznie bardziej wolał jakieś dobre whisky, albo coś takiego, a nie wino. Chyba, że zdecydował się na wino z jakiegoś konkretnego powodu.
- Co takiego jest na obiad? – zapytałem, zaciekawiony zapachami, które z jakiegoś powodu wydały mi się znajome. Bardzo uwielbiałem potrawy przygotowywane przez niego, ale zazwyczaj były one dosyć... cóż, miały swój taki prosty urok. Nie była to żadna dziczyzna, sarnina, a jedzenie, które było znacznie bardziej dostępne. Nie przeszkadzało mi to, póki mi smakowało. Ten zapach jednak był znajomy, i piękny, i to mnie intrygowało.
- Antrykot wołowy, z pieczonymi ziemniaczkami i sałatką. I jeszcze do tego oczywiście wino – odpowiedział, strasznie z siebie dumny. Zaskoczył mnie, i to mocno. Ale z jednej strony, to bardzo dobrze, że na takie rzeczy wydaje pieniądze, które systematycznie zostawiam na blacie. Najchętniej to bym mu je wręczał, no ale wtedy nie chciał ich przyjąć. Tego nie rozumiałem. Przecież bywam u niego często, jem regularnie, kąpię się, i jeszcze kota musiał karmić, a to wszystko swoje kosztuje.
- Obiad wykwintny, a ja wyglądam jak siedem nieszczęść – odpowiedziałem cicho, trochę się z tym faktem źle czując. On... no cóż, garnituru na sobie nie ma, ale ma na sobie spodnie i koszulę. A ja? Ja tylko miałem koszulę na sobie.
- Mi tam się podoba widok, który mam przed sobą – wyszczerzył się głupkowato, na co zmierzyłem go niezadowolonym spojrzeniem.
- I pewnie też cieszysz się z tego, co słyszysz, co? – mruknąłem niezadowolony, delikatnie pusząc poliki. Na pewno będzie teraz ze mnie szydził za to, jak brzmię, kiedy nie potrafię się powtrzymać, bo brzmię naprawdę okropnie, o czym doskonale wiedziałem i dlatego się powstrzymywałem, aż do dzisiaj.
<Haru? c:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz