środa, 3 grudnia 2025

Od Haru CD Daisuke

 Nie znałem się na tym ani trochę. Wszystko, co wiedziałem, pochodziło jedynie z tego, co mówił medyk. A skoro on twierdził, że wszystko jest w porządku, to dla mnie sprawa była prosta, nie miałem powodów, by mu nie wierzyć.
- Skarbie, jesteś bardzo drobny. Może właśnie dlatego ciąża jest tak widoczna - Powiedziałem spokojnie, nie przejmując się tym tak bardzo jak on. Jeśli naprawdę coś go niepokoiło, powinien porozmawiać o tym z medykiem, nie ze mną. Ja nie znałem się na takich rzeczach. Dla mnie wyglądał idealnie. Był szczupły, delikatnie zbudowany, a to mogło sprawiać, że każde zaokrąglenie było bardziej zauważalne. Być może właśnie o to chodziło? Nie wiedziałem, mogłem się tylko domyślać.
- Nie jestem jednak pewien, czy tylko przez moją drobną budowę ciąża powinna aż tak się odznaczać… - Mruknął znowu, wplatając w głos nutę niepewności. To było trochę jak mówienie do ściany, wciąż wracał do tego samego, mimo że odpowiedź się nie zmieniała. Ale i tak starałem się reagować, mówić to, co naprawdę myślę.
Westchnąłem cicho i ująłem jego dłonie w swoje.
- Naprawdę tego nie wiem. Nie udaję eksperta. Jeśli cię to martwi, pogadaj z medykiem. On będzie wiedział więcej i może wyjaśni ci to tak, żebyś poczuł się spokojniej - Powiedziałem cicho, po czym uniosłem jego dłonie do ust i ucałowałem najpierw jedną, potem drugą, delikatnie i uspokajająco. - Dla mnie wyglądasz pięknie. Ale jeśli ty potrzebujesz potwierdzenia, że wszystko jest dobrze, to idź i je zdobądź. Nie musisz się z tym kisić - Dodałem, starając się, by w moim głosie słychać było czułość i wsparcie.
Moja panienka uśmiechnęła się delikatnie i wtuliła w moje ramiona, jakby szukała w nich schronienia przed własnymi myślami.
- Przecież ostatnio rozmawialiśmy z medykiem. Powiedział, że wszystko jest ze mną w porządku, więc nadal nie wiem, dlaczego wyglądam tak, a nie inaczej - Mruknął, przesuwając dłoń po swoim brzuchu. Dla mnie był piękny… tak samo jak całe jej ciało. Nie potrafiłem wyobrazić sobie życia bez niego. A raczej teraz bez niej, bo w tej chwili jest kobietą.
Objąłem ją mocniej, jakbym chciał przekazać jej choć odrobinę spokoju, którego sama w sobie nie potrafiła odnaleźć.
- W takim razie, skoro medyk uważa, że wszystko jest w porządku, to chyba nie powinieneś aż tak się martwić - Powtórzyłem łagodnie, po raz kolejny starając się dotrzeć do niej tymi samymi słowami. Wiedziałem, że powtarzam się już któryś raz z rzędu, ale jeśli miało to choć odrobinę ją uspokoić, mogłem powtarzać to choćby i sto razy.
Delikatnie pogładziłem jej plecy, chcąc, by moje gesty mówiły to, czego nie potrafiły same słowa.
- Nie jesteś najlepszy w okazywaniu pomocy- Mruknął, przewracając oczami. Jego ton był zirytowany, ale bardziej zmęczony niż naprawdę zły. Oczywiście… znowu ja byłem tym najgorszym. Nic nowego. Już niemal się do tego przyzwyczaiłem.
Odkąd jego stan stał się taki, jaki jest, wszystko wygląda inaczej. Zmieniło się tempo naszych rozmów, sposób, w jaki reaguje, a czasem nawet drobiazgi, które zawsze przyjmował spokojnie, teraz potrafią wywołać w nim burzę. A ja po prostu trwam przy nim i znoszę to wszystko, krok po kroku, bez narzekania. Bo wiem, że to dopiero początek. I później może być a nawet będzie tylko gorzej.

<Panienko? C:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz